– To przeszłość – powiedział cicho. Przygarbił się i przeszedł obok nie odwracając się w drzwiach.

– 1968 rok.

Obrócił się i uderzył pięścią w ścianę.

– Pamiętasz ten rok? Pamiętasz, co się wtedy stało?

Skinęła głową, czując, jak całe jej życie zatrzymuje się w jednej chwili. Setka przerażających obrazów wypełniła jej umysł. Zamknęła oczy, usiłując odegnać je od siebie. Oszołomiona, odemknęła powieki i utkwiła wzrok w mężu.

Stali tak nieruchomo, w słabym świetle sączącym się z korytarza w ciemność. Nie byli zdolni zrozumieć cokolwiek ponad to, że tragedia, o której myśleli, że minęła i jest już poza nimi, ponownie otoczyła ich swymi straszliwymi mackami.

Część druga. LODI, KALIFORNIA

WRZESIEŃ 1968

Brygada obudziła się o brzasku.

Światło poranka wcisnęło się przez ciężkie zasłony zawieszone na oknach, zaglądając do kątów niewielkiego parterowego drewnianego domku, gdy jego mieszkańcy zaczęli wstawać, na wpół sennie z powodu wczesnej pory. W kuchni zagwizdał czajnik. Szurając ściągali materace ze środka pokoju na stos pod ścianą. Zwijali śpiwory. Z toalety co chwila dobiegał odgłos spuszczanej wody. Ktoś potknął się o butelkę z nie dopitym piwem, które rozlało się po podłodze przy akompaniamencie przekleństw. Gdzieś z tyłu domu rozległ się ochrypły śmiech. Panował tu zaduch, powietrze przesiąknięte było ciężkim dymem papierosów.

Olivia Barrow, która przyjęła pseudonim Tanya, podeszła do jednego z okien frontowych i uchyliła zasłonę. Jej wzrok powędrował wzdłuż zakurzonej ulicy w poszukiwaniu jakichś oznak inwigilacji. Obserwowała każdą pojawiającą się postać, każdy przejeżdżający samochód. Wypatrywała czegoś nietypowego – stojącego w pobliżu samochodu, dostarczającego prasę albo jakiegoś pakunku pozostawionego przy drzwiach, czegoś, co mogło raczej obudzić niż uśpić jej czujność. Następnie skoncentrowała się na wyszukaniu na ulicy czegoś zbyt typowego – uliczne zamiatarki czy też kolejki na przystanku autobusowym. Zatrzymywała wzrok na każdym obiekcie, spodziewając się dostrzec jakieś ostrzegawcze symptomy. Wreszcie, stwierdziwszy z zadowoleniem, że nikt ich nie obserwuje, zaciągnęła zasłonę i przeszła na środek pokoju.



21 из 337