
– Meg – odezwał się cicho – słyszysz mnie? Co się stało?
Z tyłu grupa rozeszła się. Broń zebrano i położono w bezpieczne miejsce. W kuchni, gdzie przystąpiono do śniadania, rozległ się śmiech. Brodacz usłyszał odgłos wymiotów.
– Meg, co z tobą? – szeptał pod drzwiami.
Nie zauważył, że ktoś za nim stanął, i aż wzdrygnął się na dźwięk głosu.
– Matematyk, może twoja cizia nie jest jeszcze gotowa?
Brodaty gwałtownie odwrócił się, jego głos był piskliwy ze zdenerwowania:
– Mówiłem ci, że będzie w porządku. Już mnie o to pytałaś! Tak samo jej zależy jak i nam wszystkim. Doskonale rozumie, po co tu jesteśmy. Daj wreszcie temu spokój, Tanya!
– Ty sam musisz się oczyścić – kontynuowała Olivia stanowczym, pełnym pogardy głosem. – Musisz wyzbyć się starego burżuazyjnego sposobu myślenia i zastąpić go nieskażonym, rewolucyjnym płomieniem.
– Mówiłem ci, jesteśmy gotowi!
– Myślę, że jesteś słabym ogniwem, matematyk. Jesteś wciąż przepojony swoją przestarzałą edukacją. Wciąż jest w tobie jeszcze trochę studencika bawiącego się w rewolucję.
– Słuchaj, Tanya, ja w nic się nie bawię i chciałbym, żebyś się w końcu ode mnie odczepiła. Jesteśmy tutaj, nie? Nie będę dłużej twoim drogocennym, pieprzonym matematykiem. Zostawiłem to wszystko za sobą. Ty jedyna przypominasz mi o tym. Przerabialiśmy to już parę razy i zaczyna mnie to wkurzać. College to już przeszłość. Skończyłem z tym. Feniks jest taką samą rzeczywistością dla mnie, jak dla ciebie. Ty też nie byłaś rewolucjonistką przez całe pieprzone życie, dobrze o tym wiesz.
– Nie byłam – odparła Olivia spokojnym, łagodnym choć gorzkim głosem. – Kiedyś byłam Świnią. Ale już nie jestem. Oddałam wszystko dla ruchu. Dlatego przyjęłam nowe imię i dlatego mogę umrzeć nawet dzisiaj, i umierałabym szczęśliwa. A ty? Umierałbyś szczęśliwy, matematyk? Z czego ty zrezygnowałeś? Świnie znają Sundiatę i Kwanziego, ich stare więzienne imiona, ale my znamy ich imiona rewolucyjne.
