
– Skończ tę przemowę.
– To ty potrafisz tylko gadać. To, co słyszeliśmy od ciebie, to tylko gadanie. O tym, jak to potraktowano cię gazem, aresztowano i pobito. A gdzie twoje blizny, matematyk? No, zobaczymy. Masz teraz szansę zrewanżować się w walce, tylko zastanawiam się, czy rzeczywiście to zrobisz. Bez tego pacyfistycznego gówna, bez milutkiego niedzielnego obywatelskiego nieposłuszeństwa. Na wojnie! Prosili się o nią i będą ją mieli!
– Mam zginąć, żeby pokazać, co jestem wart?
– Jak inni. Zawahał się
– Powiedziałam ci. Jesteśmy do tego gotowi. Zrobimy to, co będziemy musieli.
– No więc zobaczymy, prawda? Przekonamy się niebawem.
Olivia popatrzyła na brodatego mężczyznę. Była prawie tak wysoka jak on i mogła spojrzeć mu prosto w oczy. Zaśmiała się szyderczo. Zanim brodacz zdołał powiedzieć coś jeszcze, obróciła się na pięcie i zniknęła w sypialni w głębi mieszkania. Ten patrzył za nią przez chwilę wściekły na samego siebie.
– Myśli, że występuje na pieprzonej scenie – powiedział do siebie. W myśli dodał: I tak rzeczywiście jest.
Ponownie odwrócił się do drzwi łazienki.
– Meg, co z tobą?
Usłyszał spuszczanie wody w toalecie i po paru sekundach drzwi powoli się otworzyły. Była blada i roztrzęsiona.
– Wybacz, Duncan, zrobiło mi się niedobrze. To chyba nerwy. Ale nie martw się, wszystko będzie jak trzeba. Powiedz mi tylko, co mam robić. – Wzrok zwróciła w głąb korytarza, w kierunku pokoju, w którym przed chwilą zniknęła Olivia. – Wiesz, co o tym myślę. Ale zrobię, co zechcesz.
