
– Trzymaj się! – krzyknął Chris. Wbił swoją laskę między pierścienie i wsunął się w powstałe wgłębienie. Poczuł, że coś przycisnęło go na moment do ściany, po czym przemknęło dalej. Wstał spiesznie, zaświecił lampę i przetarł rękawem przesłonę hełmu. Ogarnęło go przerażenie. To, co rozpoznał w świetle lampy, było ogromnym, zgniecionym ciałem skrzydlatego zwierzęcia, które szybko przesuwało się w kierunku helikoptera.
– Karl! Karl! – krzyczał Chris.
– Tak – usłyszał sapanie i odetchnął z ulgą. – Idę już… pociągnęło mnie kawałek… Nic ci się nie stało, Chris? – Karl przedzierał się do niego z trudem. – Ta bestia żre nadal, nie przeszkadza jej nawet to, że tkwimy w jej przełyku.
Skierowali światło na helikopter. Chris ścisnął Karla za ramię, wstrzymując ze strachu oddech. Ostatni łup jaskółki widniał nie opodal, zaczepiony o maszynę. Ruchy przewodu przybrały na sile i po chwili były tak intensywne, że mężczyźni musieli się mocno trzymać.
– Mam nadzieję, że kotwica wytrzyma! – Chris zgrzytnął zębami.
– Pomyśl, co by było, gdybyśmy jej nie zarzucili – Karl poruszył ramieniem imitując lot ślizgowy.
Wtem na skutek gwałtownego ruchu ciało zwierzęcia przesunęło się w ich kierunku, zatrzymało, po czym zniknęlo w ciemnościach.
– Uff – jęknął z ulgą Karl.
– Chodź, musimy się spieszyć – nalegał Chris. – Jeszcze sto kroków, dopiero taka odległość od helikoptera jest bezpieczna.
Przewód zwężał się coraz bardziej.
– Tak, to tu – oświadczył wreszcie Chris. W tym miejscu mogli stać wyprostowani. Na dnie widoczna była szczególnie wypukła wiązka włókien. Tam założyli ładunek wybuchowy. Następnie pobiegli z powrotem. Karl pośliznął się, przewrócił i znieruchomiał w jakimś wgłębieniu.
