
– Ale co potem? Co potem?
– Według mojej tezy, należy zbadać drugi aspekt ich pochodzenia.
– Jak to: drugi? – nie zrozumiała Ewa.
– Nie wierzą w naturalne powstanie tych mikrobów, przypadkowe, musi być jakiś sprawca, rozumiesz? A to, oczywiście, nie odpowiada Mexerowi. – W spojrzeniu Res malowała się teraz ironia i spryt. – No i ostatnio przestało się mówić o tych wydarzeniach, żeby nie wywołać paniki. A więc sprawa pochodzenia bakterii. Mam tu na myśli program, którym one się kierują. Musimy go odszyfrować, wtedy my będziemy mogli wydawać rozkazy. Co wydarzy się do tego momentu, nie wiadomo. Aktualnie pracujemy zgodnie z metodą “Ułuda pochodu”: za wszelką cenę prowadzić pochód w kółko. Mexer zgodził się z tym. Przed bakteriami trzeba stale usypywać jako pożywienie pasmo betonu, z którego nie zejdą. To również pomysł mojego kolektywu.
– I w ten sposób odwrócić ich uwagę od miasta? – zapytała Ewa z powątpiewaniem.
– Z ekonomicznego punktu widzenia jest to oczywiście na dłużej nie do przyjęcia. Żeby ratować miasto zrobiliśmy bardzo dużo, wiele budynków wyburzyliśmy. Śródmieście i tak wymagało odbudowy. W ostatecznym rozrachunku taniej będzie zrezygnować teraz z całych dzielnic, a potem odbudować je nowocześnie. Jak to dawniej mówiono? Z konieczności uczynić cnotę. I pod tym względem ich pochód okaże się przydatny, jeżeli tylko odpowiednio nim pokierujemy. To wszystko jest skalkulowane.
Ewa przytaknęła ruchem głowy. Potem zreasumowała:
– A więc trzymacie w garści ten żarłoczny potok mikrobów, sądzicie albo ty sądzisz, że jest on zaprogramowany, nie macie jednak zielonego pojęcia, skąd się te mikroby wzięły, na czym polega ich program i – co najważniejsze – kto je zaprogramował. To niewiele. A więc dopóki one pozwolą sobą kierować, nie widzicie żadnego niebezpieczeństwa. A kiedy nagle przesycą się betonem albo na deser zasmakuje im stal, zbudujecie im linię kolejową w ładnym kółeczku…
