
Res zaśmiała się.
– Przestań już! – powiedziała. – Alp właściwie masz rację. I to jest właśnie ta słaba, ryzykowna strona mojej teorii. Jak już mówiłam, tymi mikrobami powinien zająć się cały zespół. Może w ten sposób uda się zmienić ich program. Ale to może zająć mnóstwo czasu, a rezultat nie jest pewny. Nie każdy pójdzie na takie ryzyko, nikogo nie można też zmusić. Poza tym Mexer nigdy nie zatwierdzi projektu, żeby wykorzystać te mikroby do naszych celów. On chce je zniszczyć. Oczywiście ryzyko jest w tym wypadku mniejsze.
– Słuchaj, czy to by nie było coś dla Gwena i jego komisji? – zawołała nagle Ewa. Zachwycona zerwała się z miejsca, nie zwracając uwagi na fakt, że jej głowa zniknęła z ekranu.
– Przepraszam – powiedziała po chwili, siadając z powrotem. – Opowiedz mi coś więcej o swoich pomysłach. Już ja napuszczę Gwena.
I Res zaczęła opowiadać.
III
Kiedy Gela obudziła się, Chris spał jeszcze mocno. Nie wiedziała, jak to się stało, ale jej dłoń leżała pod jego twarzą. Czuła kłujący zarost.
Nagle przypomniało jej się pewne zdarzenie związane z Haroldem. Mieli gdzieś wyjść, ale on nie chciał się ogolić. Chris jest taki sam, pomyślała. Robi tylko to, na co ma ochotę.
Wygląda, jakby całował moją rękę! Powoli cofnęła ją. Palce miała zdrętwiałe.
Nagłe ogarnęło ją przerażenie. Dlaczego widzę to wszystko? Ktoś nie zgasił światła – na jak długo wystarczą jeszcze baterie? Ale w tym momencie zrozumiała, że nie jest to sztuczne światło: kabinę rozjaśniał brzask poranka.
– Halo! – zawołał ktoś cicho.
W fotelu pilota siedział Karl. Miał zadowoloną minę. Osłaniając dłońmi usta, szepnął: – Dzień dobry, panienko. Prześpisz cały poranek! – Wskazał kciukiem do góry.
Gela podeszła cicho do niego i wyjrzała przez szybę.
Wokół helikoptera piętrzyły się górujące nad nimi białe, wielkie pierścienie, a pomiędzy nimi Gela dojrzała płynące po niebie chmury, szare, postrzępione. Szare chmury nastrajały ją zazwyczaj melancholijnie, teraz jednak podziałały na nią jak najweselszy promień słońca.
