
– Wydaje mi się, że ostatnio jest trochę roztargniony… – mruknął Tocs. – Dobrze – powiedział po chwili, podejmując ostateczną decyzję. – Uważam też, że powinniście zabrać ze sobą Gelę. Niech zdobywa doświadczenie.
Chris poczuł, że krew uderza mu do głowy. Dopiero po chwili zdobył się na odpowiedź.
– Wolałbym, abyś ty ją o tym powiadomił. Wiesz przecież, że i tak gadają już na nasz temat.
– Nie widzę w tym nic złego, jeżeli, no… kogoś się lubi, jak ty Gelę – powiedział Tocs, a Chris odgadł, że się uśmiecha.
– O ile to uczucie nie jest jednostronne – odparł głosem zdradzającym wątpliwość.
– A więc nie chcesz, żeby była z wami? – zapytał Tocs patrząc z uśmiechem na Chrisa.
– Oczywiście, że chcę – zawołał spiesznie Chris. – Przecież przede wszystkim chodzi o dobro sprawy. A Gela musi kiedyś zacząć!
Robert Tocs roześmiał się.
– Mówisz, jak gdybyś miał już za sobą dwadzieścia pięć takich akcji, a nie dwie. Zresztą tamte dwie odbyłeś na wybrzeże naszej wyspy i nie możesz ich porównywać z obecną. Skoro już o tym mowa – Tocs spojrzał mu w oczy – będziesz uważał, prawda?
– Ależ oczywiście! Dotychczas nic mi się nie stało – odparł Chris, a w jego zapewnieniu zabrzmiała nuta oburzenia.
– To o niczym nie świadczy – nie ustępował Tocs. – Musicie wykonać dużą pętlę. Kurs południowo-wschodni, potem południowo-zachodni i powrót najpóźniej po trzech dniach. Jeżeli znajdziecie miejsce odpowiednie na bazę, natychmiast zawrócicie! Baza powinna zostać założona, o ile wam się to uda, jak najbliżej nich.
Zapanowała cisza.
Wreszcie odezwał się Chris.
– A wiać wierzysz w to? Jesteś o tym przekonany?
Robert Tocs zwlekał długo, wreszcie odparł:
– Nie! – Kiedy Chris poruszył się gwałtownie, zdradzając swoje zaskoczenie, dodał: – Nie tylko wydaje mi się, że oni istnieją, ja to wiem.
