
– Gdzie?
– Tutaj. W Los Angeles.
– Wszyscy zostaliście prywatnymi detektywami?
– Myślę, że większość.
– Oprócz mnie.
– Nie mieliśmy innych kwalifikacji, które można by sprzedać.
– Czego chciała od ciebie żona Franza?
– Niczego. Powiedziała tylko, co się stało.
– Nie chce znaleźć odpowiedzi?
– Gliny prowadzą śledztwo. Ludzie z biura szeryfa. Ciało znaleziono na terenie hrabstwa Los Angeles. Poza obszarem jurysdykcji komendy policji LA. Dochodzeniem zajmuje się kilku zastępców szeryfa. Rozpracowują hipotezę z samolotem. Sądzą, że maszyna leciała na zachód z rejonu Vegas. Już wcześniej mieli do czynienia z tego rodzaju przypadkami.
– To nie był samolot – stwierdził Reacher. Neagley nie odpowiedziała.
– Samolot ma określoną prędkość minimalną? Sto sześćdziesiąt kilometrów na godzinę? Sto trzydzieści? Musiałby wypaść przez drzwi poziomo do strumienia zaśmigłowego. Skrzydło lub ogon rozbiłyby ciało na miazgę. Mimo to nie stwierdzono żadnych obrażeń przedśmiertnych.
– Miał połamane obie nogi.
– Ile czasu ciało spada z wysokości dziewięciuset metrów?
– Dwadzieścia sekund?
– W jego krwi stwierdzono dużą ilość uwolnionej histaminy. To reakcja organizmu na silny ból. Dwadzieścia sekund od chwili odniesienia obrażeń do śmierci nie wystarczyłoby nawet do zapoczątkowania tego procesu.
– A więc?
– Wcześniej połamali mu nogi. Co najmniej dwa lub trzy dni przed śmiercią. Może więcej. Wiesz, co to takiego tlenek żelaza?
– Rdza – odparła Neagley. – Wynik procesu korozji żelaza.
Reacher skinął głową.
– Ktoś połamał mu nogi żelaznym prętem. Przypuszczalnie jedną po drugiej. Wcześniej pewnie przywiązali go do jakiegoś słupa. Mierzyli w golenie. Te kości trudno złamać, więc na spodniach pozostały cząsteczki rdzy. Musiało go boleć jak diabli.
Neagley milczała.
– Głodzili go – kontynuował. – Nie dawali pić. Miał dziewięć kilogramów niedowagi. Trzymali go w zamknięciu przez dwa lub trzy dni. Może dłużej. Torturowali.
