Nie jest tych słów dużo. Niewiele zarejestruje automatycznie włączający się magnetofon. Złowróżbny anonim urywa się po trzech zdaniach – wzrok Magdy natychmiast pada na elektroniczną mapę świata. Punkcik wskazujący miejsce pobytu gulfstreama o kryptonimie „Petrela 3” jarzy się już na samym krańcu Wielkiej Depresji… Pan Walter powinien zaraz lądować. Katastrofa? To chyba głupi żart! Magda wie, że nie powinna się wahać, wywołuje więc radiostację samolotu. Milczenie. Przechodzi na kontakt awaryjny. Cisza. I nagle rozlega się przeciągły gwizd, a jaskrawa plamka znika. Sekretarka czuje, jak krew odpływa jej z twarzy. Łączy się z wiceprezesem. Ten jeszcze nie śpi. „Pulpet” drżącym głosem (nie zdarzyło się to jej od jedenastu lat) relacjonuje sytuację…

– Co mam robić, panie prezesie?…

– Przede wszystkim zachować spokój. Nadal wywoływać samolot szefa.

Magda zwalnia przycisk interkomu i wie już wszystko. Nie potrzeba jej rutyny, by w głosie rozmówcy wyczuć nutę, którą bardzo trudno jest ukryć. Na słowa można tę nutę przełożyć krótkim: „Udało się”.

4. Walter

Musiałem chyba na moment przysnąć. Zresztą zupełnie świadomie. Kiedy tylko jest okazja, pozwalam memu organizmowi na regenerację. Ze snu wyrwał mnie łagodny głos George’a: – Schodzimy, szefie.

Rzuciłem okiem na wysokościomierz. Jeszcze 2000 metrów. Dopiłem drinka. Potem rozejrzałem się: Luke porządkował teczkę z papierami. Anna poprawiała fryzurę. Moi ochroniarze z nawyku sprawdzali broń. Usłyszałem trzask zapinanego automatycznie pasa. I chyba to było moje ostatnie zapamiętane wrażenie.

To co zdarzyło się później, nie zostało zarejestrowane ani pamięcią, ani czarną skrzynką, ani żadną kamerą. Po prostu zdarzyło się zbyt szybko. Co najwyżej mogę podejrzewać, jak to się stało. Byłem przygotowany i na taką ewentualność.



7 из 311