— Uuk!

— Znaczy: człekokształtne, ma się rozumieć…

— Uuk.

Nadrektor w milczeniu kilkakroć otworzył i zamknął usta, próbując rozplątać wątek swoich myśli. Bibliotekarz był z urzędu członkiem rady naukowej. Nikt nie znalazł prawa wykluczającego orangutany z udziały w posiedzeniach, choć po kryjomu wszyscy pilnie go szukali.

— To nawiedzenie — wysunął hipotezę nadrektor — Może jakiś typ ducha. Wymaga dzwonu, świecy i księgi.

— Próbowaliśmy tego, sir — westchnął kwestor.

Nadrektor pochylił się ku niemu.

— I co ?

— Mówiłem, że już próbowaliśmy! — powtórzył głośniej kwestor, prosto w nadrektorskie ucho — Po kolacji. Pamiętasz? Użyliśmy „Imion mrówek” Humptempera i zadzwoniliśmy Starym Tomem

— Tak było? Rzeczywiście? I podziałało, co?

— Nie, nadrektorze.

— Co?

— Zresztą nigdy wcześniej nie mieliśmy kłopotów z duchami — wtrącił najstarszy wykładowca. — Magowie po prostu nie nawiedzają swojej uczelni.

Nadrektor szukał choćby strzępka otuchy.

— A może to całkiem naturalne zjawisko? Może szum podziemnego źródła? Ruchy ziemi? Coś w rurach kanalizacyjnych? Czasem wydają takie dziwne odgłosy, zwłaszcza kiedy wiatr wieje w odpowiednią stronę.

Rozpromieniony, oparł się wygodnie.

Pozostali członkowie rady porozumieli się wzrokiem.

— Rury nie brzmią jak biegnące stopy — wyjaśnił znużony kwestor.

— Chyba że ktoś nie dokręcił kranu — zauważył najstarszy wykładowca.

Kwestor zmarszczył groźnie brwi. Siedział akurat w wannie, kiedy przez pokój przebiegło to niewidzialne i krzyczące zjawisko. Było to doświadczenie, jakiego wolałby nie przeżywać ponownie.

Nadrektor pokiwał głową.

— A zatem mamy rozwiązanie — rzekł i usnął.

Kwestor przyglądał mu się przez chwilę. Potem zdjął mu kapelusz i delikatnie podłożył pod głowę.

— No tak… — mruknął. — Czy ktoś ma jakieś propozycje?



5 из 104