Bibliotekarz podniósł rękę.

— Uuk — powiedział.

— Brawo, świetna myśl — pochwalił szybko kwestor. — Czy jeszcze ktoś?

Orangutan spojrzał na niego z niechęcią, a pozostali magowie zgodnie pokręcili głowami.

— To drżenie osnowy rzeczywistości — stwierdził najstarszy wykładowca.

— A co powinniśmy z tym zrobić?

— Nie mam pojęcia. Chyba, że spróbujemy pradawnego…

— Nie przerwał mu kwestor. — Nie mów tego. Proszę, jest zbyt niebezpieczny…

Słowa przeciął krzyk, który zaczął się w kącie pokoju i z dopplerowskim przeskokiem wysokości przesunął się wzdłuż stołu. Towarzyszył mu odgłos wielu biegnących nóżek. Magowie rozpierzchli się wśród trzasku wywracanych krzeseł.

Płomyki świec wyciągnęły się w długie, wąskie języki oktarynowego światła, po czym zgasły.

Potem zapadła cisza — szczególna cisza, z tych, które następują po naprawdę drażniącym dźwięku.

— No dobrze — zdecydował kwestor. — Poddaję się. Spróbujemy Rytuału AshkEnte.


To najpoważniejszy rytuał, jaki może odprawić ośmiu magów. Przyzywa śmierć, która oczywiście wie o wszystkim, co się dzieje wszędzie.

I oczywiście wykonuje się go raczej z oporami, ponieważ starsi magowie są zwykle bardzo starzy i raczej wolą nie zwracać na siebie uwagi Śmierci.

Rytuał miał zostać odprawiony nocą, a w Głównym Holu Uniwersytetu, wśród obłoków kadzidła, świec, runicznych inskrypcji i magicznych kręgów. Nie były one niezbędne, ale magowie lepiej się z nimi czuli. Jaśniała magia, zaklinano zaklęciami i stanowczo inwokowano inwokacje.

Magowie spoglądali wyczekująco we wciąż pusty czarnoksięski oktogram. Po chwili stojące kręgiem postacie w długich szatach zaczęły mruczeć coś między sobą.

— Musieliśmy coś pomylić.

— Uuk.

— Może gdzieś wyszedł?

— Albo jest zajęty…

— Może lepiej to przerwać i iść do łóżka?



6 из 104