
A NA KOGO WŁAŚCIWIE CZEKACIE?
Kwestor obejrzał się wolno na swego sąsiada.
Szatę maga zawsze łatwo rozpoznać. Jest obszyta cekinami, klejnotami, futrem i koronką, a wewnątrz ma zwykle sporą ilość maga. Jednak ta szata była całkowicie czarna. Materiał wyglądał, jakby wybrano go ze względu na wytrzymałość. Podobnie jego właściciel. Gdyby napisał książkę o dietach stałaby się bestsellerem.
Śmierć obserwował oktogram z wyrazem uprzejmego zainteresowania.
— Ehm… — wyjąkał kwestor. — Rzecz w tym, że tak naprawdę, tego, powinieneś być wewnątrz…
BARDZO PRZEPRASZAM.
Śmieć przeszedł z godnością na środek i spojrzał pytająco na kwestora.
MAM NADZIEJĘ, ŻE NIE BĘDZIEMY JUŻ WRACAĆ DO TEGO „OHYDNEGO CIENIA”, rzekł.
— Nie przerwaliśmy ci chyba żadnego ważnego zajęcia? — spytał grzecznie kwestor.
MOJA PRACA ZAWSZE JEST WAŻNA.
— Naturalnie.
DLA KOGOŚ.
— Ehm…ehm… Przyczyna, ohyd…sir, dla której cię tu wezwaliśmy, to jest…
TO RINCEWIND.
— Co?
PRZYCZYNA, DLA KTÓREJ MNIE WEZWALIŚCIE. OPOWIEDŹ BRZMI: TO RINCEWIND.
— Przecież nie zadaliśmy jeszcze pytania!
NIE SZKODZI. ODPOWIEDŹ BRZMI: TO RINCEWIND.
— Posłuchaj, chcemy się dowiedzieć, co powoduje te dziwne…aha.
Śmierć z godnością strzepnął niewidoczny pyłek z ostrza kosy.
Nadrektor przyłożył do ucha pomarszczoną dłoń.
— Co on powiedział? Kto to jest ten z kijem?
— To Śmierć, nadrektorze — wyjaśnił cierpliwie kwestor.
— Co?
— Śmierć, sir. Wiesz przecież.
— Powiedz mu, że niczego nie chcemy — odparł starzec, machając laską.
Kwestor westchnął.
— Ale my go tu wezwaliśmy, nadrektorze.
— Tak? A po cóż mielibyśmy to robić? Bardzo nierozsądne posunięcie.
Kwestor spojrzał na Śmierć i uśmiechnął się z zakłopotaniem. Niewiele brakowało, a przeprosiłby za zachowanie nadrektora, tłumacząc je podeszłym wiekiem. Uświadomił sobie jednak, że w danej sytuacji jest to całkiem zbędne.
