
— Czy mówimy o magu Rincewindzie? Tym, co miał… — Kwestor zadrżał — Miał ten okropny Bagaż na nóżkach? Ale przecież wyleciał w powietrze podczas tej historii z czarodzicielem…
WYLECIAŁ DO PIEKIELNYCH WYMAIRÓW. A TERAZ PRÓBUJE WRÓCIĆ DO DOMU.
— Czy to możliwe?
TYLKO PRZY NIEZWYKŁEJ KONIUNKCJI OKOLICZOŚCI. RZECZYWISTOŚĆ MUSIAŁABY ZOSATĆ OSŁABIONA NA KILKA NIEOCZEKIWANYCH SPOSOBÓW.
— Mała szansa, żeby się to zdarzyło, prawda? — spytał nerwowo kwestor.
Ludzie twierdzący ze przez dwa miesiące przebywali z wizytą u ciotki, zawsze się denerwują na myśl o ludziach, którzy mogą się zjawić i omyłkowo uznać, że tamci wcale u niej nie przebywali. A w wyniku złudzenia optycznego może im się nawet wydawać, że widzieli, jak ci pierwsi robią pewne rzeczy, których w żaden sposób robić nie mogli, ponieważ właśnie byli u ciotki.
SZANSA JEDNA NA MILION, stwierdził Śmierć. DOKŁADNIE JEDNA NA MILION.
— Och — westchnął z ogromną ulgą kwestor. — Ojej… Co za pech… — Poweselał wyraźnie. — Oczywiście, ten hałas trochę przeszkadza. Ale, na nieszczęście, nie pożyje on tam chyba za długo.
TO ISTOTNIE MOŻLIWE, odparł uprzejmie Śmierć. JESTEM JEDNAK PEWIEN, ŻE NIE CHCIELIBYŚCIE, BYM ZBYT CZĘSTO WYGŁASZAŁ STANOWCZE OPINIE W TAKICH KWESTIACH.
— Nie! Oczywiście, że nie — zapewniał szybko kwestor. — No dobrze. Cóż, wielkie dzięki. Biedny chłopak. Co za szkoda. Ale nie ma rady. Powinniśmy podejść do tego filozoficznie.
MOŻE POWINNIŚCIE.
— Nie będziemy cię dłużej zatrzymywać.
DZIĘKUJĘ.
— Żegnaj.
DO ZOBACZENIA.
Hałasy ustały tuz przed śniadaniem. Jedynie bibliotekarz zasmucił się z tego powodu. Rincewind był jego asystentem i przyjacielem, a także niezastąpionym pomocnikiem przy obieraniu bananów. Poza tym miał wyjątkowe zdolności do ucieczek przed wszelkimi zagrożeniami. Zdaniem bibliotekarza nie należał do typów, które łatwo dają się złapać.
