Zapewne nastąpiła niezwykła koniunkcja okoliczności…

Było to o wiele bardziej prawdopodobne wyjaśnienie.

Rzeczywiście nastąpiła niezwykła koniunkcja okoliczności. Szansa jedna na milion sprawiła, że ktoś właśnie obserwował, studiował i szukał właściwych narzędzi do szczególnego zadania.

I natrafił na Rincewinda.

To było niemal zbyt proste…


I tak Rincewind otworzył oczy. Nad sobą zobaczył sufit. Gdyby to była podłoga miałby kłopot.

Na razie dobrze.

Ostrożnie obmacał powierzchnię wokół siebie. Była nierówna, drzewna, z jakąś samotną dziurą po gwoździu. Ludzki typ powierzchni.

Uszy wychwyciły trzask ognia i jakiś bulgot, źródło nieokreślone.

Nos, czując się pozostawiony nieco z boku, pośpiesznie zameldował o zapachu siarki.

W porządku. Co z tego wynikało? Że leży na szorstkiej, drewnianej podłodze w pokoju oświetlonym blaskiem ognia, gdzie coś bulgocze i wydziela zapach siarki. W owym nierzeczywistym, sennym stanie Rincewind był całkiem zadowolony z tego procesu dedukcyjnego.

Co jeszcze?

A tak.

Otworzył usta i wrzeszczał, i wrzeszczał, i wrzeszczał.

Poczuł się trochę lepiej.

Poleżał jeszcze chwilę. Przez splątany kłąb wspomnień przebiła się pamięć o porankach w łóżku, kiedy był małym chłopcem i rozpaczliwie dzielił mijający czas na coraz mniejsze fragmenty, by jak najdalej odsunąć straszną chwilę, gdy będzie musiał wstać i zmierzyć się z problemami życia. Takimi jak — w danej sytuacji — kim jest, gdzie jest i dlaczego jest.

— Czym jesteś? — zapytał głos z samej granicy świadomości.

— Właśnie do tego dochodziłem — wymruczał Rincewind.

Pokój falował przez chwilę, nim znieruchomiał, a Rincewind uniósł się na łokciach.



9 из 104