Tojwo zapytał:

— Co ona miała na myśli?

— Nie wiem — odparł Basile z niezadowoleniem. — Przecież mówię, dziwna jakaś staruszka. Tojwo spojrzał na jadowicie różową willę, zawierającą dziwną staruszkę. Ogródek wokół domu był wyraźnie znacznie bardziej zadbany. Obok stał glider.

— Nie radzę jej niepokoić — powiedział Basile. — Lepiej niech się sarna obudzi, może wtedy…

W tym momencie Tojwo wydęto się, że za jego piecami coś się rusza i gwałtownie się odwrócił. Zza drzwi klubu wyzierała blada twarz o szeroko otwartych, przerażonych oczach. Przez kilka sekund nieznajomy milczał, następnie jego bezkrwiste wargi poruszyły się i człowiek powiedział ochrypłym głosem:

— Wyjątkowo głupia historia, prawda?

— Stop, stop — dobrodusznie przerwał mu Basile i ruszył przed siebie, wystawiając dłonie. — Przepraszam, ale nie wolno tu wchodzić. Służba awaryjna.

Niemniej jednak nieznajomy przekroczył próg i natychmiast przystanął.

— Właściwie ja na nic nie pretenduje — powiedział i odkaszlnął. — Ale okoliczności… Proszę, mi powiedzieć, czy Grigorij i Ela już wrócili?

Wyglądał dosyć niezwykle. Miał na sobie futrzaną doche, której poły rozchylały się tak, że można było zobaczyć bogato wyszywane futrzane buty, jak również jaskrawą letnią siatkową koszule, jakie najchętniej nosili wtedy mieszkańcy ziem stepowych. Tak na oko mógł mieć 40–50 lat, twarz prostoduszna i sympatyczna, tylko jakby zbyt blada — może ze strachu, może z zażenowania.

— Nie, nie — odpowiedział Basile, nacierając na niego z bliska. — Nikt nie wrócił, trwa dochodzenie i nikogo nie wpuszczamy…

— Poczekaj, Basile powiedział Tojwo. — Kim są Grigorij i Ela? — zapytał nieznajomego.



47 из 155