Podejrzewał, że Marco nie śpi, że w ogóle nie potrzebuje snu, lecz kładąc się wraz ze zwykłymi śmiertelnikami chce po prostu zaznaczyć swoje do nich podobieństwo.

Wiatr zawodził nad wzgórzami, skarżąc się żałośnie. Raz Gabriel usłyszał przenikliwy, przeszywający do szpiku kości krzyk i podniósł się przerażony. Marco także zerwał się na równe nogi.

Krzyk dobiegł z płaskowyżu. Przeciągły, straszny, nie mający nic wspólnego ze światem zwierząt. Wydała go… Rozespanemu Gabrielowi przyszło do głowy określenie: „nieczysta dusza”. Nic lepszego nie zdołał wymyślić.

I rzeczywiście… To, co widzieli przed sobą, zdawało się nie mieć żadnego związku z rzeczywistością. Kat i Kat-ghil, obaj będący duchami, zgromadzili wokół siebie inne, posłuszne im duchy!

Gabriel zachichotał, szybko jednak zakrył usta kocem. Nie wolno niepotrzebnie rozdrażniać tych istot!

Czy zanotował wszystko? Poczuł, jak z obawy, że nie wypełni swojego zadania, ściska go w żołądku. Wiedział, że stara się z całych sił, ale poza wszystkim teraz było już zdecydowanie z6yt ciemno, by mógł coś napisać. By pomóc pamięci i uzupełnię luki następnego dnia, dodał jeszcze: „Wycie w nocy”, ale nie był pewien, czy słowa te trafiły na papier, czy też znalazły się na kocu.

Potem zasnął. Być może udało mu się to dzięki poczuciu bezpieczeństwa, które sprowadziła na niego bliskość jego towarzyszy. Wydawało mu się, że na płaskowyżu rozległ się jakiś odległy, szaleńczy śmiech, lecz mógł on równie dobrze pochodzić z jego snów.

W nocy przebudził się raz, lecz nie do końca, nie wiedział, czy to sen, czy jawa. Miał jednak wrażenie, że wokół niego zapanowało niespokojne poruszenie, jakby nagle zaroiło się od ludzi. Przed oczami migały mu przerażone twarze, ktoś przebiegał, ktoś szeptem wydawał rozkazy.



10 из 182