
Niektóre z tych twarzy rozpoznał. Trond… Czy to nie on miał dowodzić wielkimi oddziałami? Targenor… I Dida. Roiło się też od demonów.
Później owe przerażające, piekielne okrzyki rozbrzmiały tuż obok niego. Gabriel przez sen, a może na jawie, zrozumiał, że zostali zaatakowani, Marco bowiem nie leżał na swoim miejscu. Ale Tova spała.
Nad głową chłopca przeleciały cztery demony Tuli, zajęte walką z czymś, czemu nie potrafił nadać imienia. Słyszał szczekanie i warczenie, dobywające się z gardzieli drapieżników, i zrozumiał, że to wilki czarnych aniołów wkroczyły do akcji. Nagle jednak pochylił się nad nim Marco i delikatnym ruchem przesunął dłonią po jego oczach.
– Śpij, Gabrielu, śpij – usłyszał miły głos księcia Czarnych Sal.
Później Gabriel nic już nie pamiętał.
ROZDZIAŁ II
Obudził się, bo ktoś delikatnie potrząsał go za ramię.
– Szlachetny chłopcze, posiadający niezwykłą zdolność rycia znaków – rozległ się pełen szacunku głos Inu. – Zbliża się świt. Najwyższy czas, abyśmy wyruszyli.
Gabriel w jednej chwili oprzytomniał. Tova i Nataniel wciąż spali, wstał więc cicho, by ich nie obudzić. Czuł się nadzwyczaj wyróżniony.
Zbocze oblewało chłodne światło brzasku. Chłopiec zadrżał, czuł, że twarz zsiniała mu z zimna. Nie potrafił wykrzesać z siebie zbyt wiele entuzjazmu. Wiedział, że odrobina ciepłego jedzenia i picia na pewno by mu pomogła. Gdyby coś takiego w ogóle mieli.
No, pora wreszcie skończyć z tymi słabościami. Precz z myślami, niegodnymi jednego z wybranych!
Marco stał niedaleko i przyglądał mu się nieprzeniknionym spojrzeniem. Rune i Halkatla ciągnęli ku pobliskiemu zagłębieniu w ziemi dwóch ciemno ubranych mężczyzn.
– A więc prawdą było to, co wydawało mi się snem – szepnął Gabriel. – Kim oni są?
