Gdy otworzył oczy, ujrzał, że jakieś szarawe, jakby utkane z mgły istoty zatoczyły w powietrzu krąg nad grupą, a potem wróciły na wzgórze, pewnie dla odzyskania sił, i znów się pojawiły.

Zjawy były dziwnie bezkształtne, właściwie najbardziej przypominały pozbawione substancji i bezbarwne komety, bardziej gęste z przodu i rzedniejące ku końcowi. Przemknęły nad Taran-gaiczykami, którzy na ich widok rzucili się na ziemię. Mar i Sarmik zaraz jednak się podnieśli.

– Czyż my sami nie jesteśmy szamanami? – zawołał Sarmik. – Wespół ruszmy do ataku!

Wszyscy wstali. Tylko Gabriel, na polecenie Ulvhedina, wciąż leżał, a jego opiekun przykucnął przy nim. Gabriel miał notes pod sobą. Wyciągnął go i zaczął pisać, być może przede wszystkim po to, by odpędzić strach.

„Kat wstał i odwrócił się w naszą stronę. On naprawdę wygląda straszliwie! Zęby ma zupełnie starte, mam okropne wrażenie, że po to, by móc lepiej żuć ofiary. Ale to przecież się nie zgadza, nie wolno mi snuć tak makabrycznych myśli! Wyciąga ręce do swoich potomków i coś krzyczy. Nigdy jeszcze nie słyszałem tak przeraźliwego wrzasku, przeszywa do szpiku kości. To na pewno jakieś zaklęcia.

Ale Mar i pozostali, którzy potrafią zaklinać, odpowiadają! Ratunku, przekleństwa sypią się jak grad! Nasi krok za krokiem wspinają się na wzgórze.

Och! Kat coś teraz zmienił! Jego duchy… Zaczynają nabierać kształtu. O, to muszą być jakieś demony ze wschodu, nie wiem, jak je nazwać! Schodzą w dół ku nam, jeden straszniejszy od drugiego. Ale mimo wszystko… W pewnym sensie wydają się śmieszne. Ot, takie prymitywne koszmary senne. Przypominają dwunożne smoki. Wystawiają ozory, sapią i dyszą jak zziajane psy, wykrzywiają się wściekle, ale…”

Gabriel nie mógł się powstrzymać i wybuchnął szczerym, gromkim śmiechem. Te stwory były naprawdę komiczne!



16 из 182