Urwał gwałtownie. Straszliwa twarz zwróciła się w stronę nadchodzących. Wszyscy ujrzeli, że przekleństwo dotknęło Kat-ghila z niespotykaną siłą. On jednak wcale się tego nie wstydził, przeciwnie, zdawał się dumny ze swego dziedzictwa. Na widok zbliżającej się grupy usta wykrzywiły mu się w grymasie pogardy.

Gwałtownie się wyprostował, mieli wrażenie, że rośnie na ich oczach. Jego złe spojrzenie spoczęło na Vassarze. Podjął pieśń, a jego głos, przepełniony podnieceniem, zabrzmiał z nową siłą.

Vassar stanął, przycisnął dłoń do piersi i złamał się wpół. W następnej chwili rozległ się krzyk Tun-sij.

Za Kat-ghilem pojawiła się jeszcze jedna istota, jakby utkana z mgły, najwidoczniej pochodząca z prastarych czasów. Miała czarne, postrzępione włosy, które sięgały do pasa i prawie całkiem skrywały twarz. Gabriel oglądał kiedyś rysunki, przedstawiające najdawniejszych przodków człowieka – na myśl przyszło mu słowo „humanoid”, określające ogniwo pośrednie między małpą a człowiekiem. To stworzenie było poza tym karykaturą swego własnego ludu. Twarz miało szerszą raczej niż dłuższą, czaszkę spłaszczoną, a ledwie widoczne oczy wąskie jak szparki.

Bardzo wyraźnie uwidoczniły się u niego cechy dotkniętych, a przyjaźnie nastawiony nie był z całą pewnością.

– Zimowy Smutek – szepnął Inu. – Nigdy go nie widziałem, ale mi go opisywano.

Syn Tengela Złego… Przyrodni brat Targenora? Cóż za absurdalna myśl!

– Również szaman? – spytał Ulvhedin.

– Oczywiście! Posiada potężniejszą moc niż nasza.

– Niech dobre duchy mają nas w swojej opiece – westchnęła Gwiazda, jedna z niewielu kobiet w gronie szamanów.

Ledwie zdążyła to powiedzieć, gdy dostrzegli skradającą się ku Gabrielowi małą szarą istotę.

– To Strach! – zawołał Ten-który-urodził-się-w-drzwiach. – On składał swoim bogom ofiary z dzieci!

– Stój! – władczo krzyknął Ulvhedin. – Ten chłopiec jest pod opieką czterech duchów Taran-gai, Ziemi, Ognia, Powietrza i Wody!



19 из 182