– Ja jestem najstarszy – oznajmił Zimowy Smutek. – Mnie należy się najwięcej ofiar, bym mógł złożyć je na moim ognisku.

– O, nie – zachrypiał Oko Zła. – Najwięcej ofiar dostanie ten, kto ich najwięcej zdobędzie.

– Ja mam szczególną umowę z bogami – oświadczył rozzłoszczony Strach. – To ja w Taran-gai składałem im najbogatsze ofiary. Teraz bogowie także się tego spodziewają.

– Ognisko jest moje – przerwał im ostro Kat-ghil. – Ja tu decyduję.

Spoglądali po sobie ze złością, przyczajeni, gotowi skoczyć sobie do oczu. Nie potrafili się zjednoczyć tak jak ich przeciwnicy.

Zakończyli wreszcie tę słowną próbę sił. Odetchnęli i obojętnie zaczęli grzebać w żarze ogniska.

– No i nie mówiłem? – ożywił się Strach. – Nie ośmielą się tu wrócić.

Kat-ghil podniósł się bezszelestnie, pozostali poszli za jego przykładem.

Gdzieś daleko we mgle widać było ciemną plamę. To zbliżali się szamani z Taran-gai. A jednak odważyli się podejść do wzgórza!

– Jest ich teraz więcej – mruknął Zimowy Smutek.

– Jeszcze jacyś dwoje – syknął Oko Zła. – Dwa białe demony.

Halkatla i Rune z pewnością by się zdumieli słysząc, że ktoś nazywa ich demonami, ale cztery straszne duchy na wzgórzu takim mianem określały wszystkie istoty, których nie znały.

– Ten chłopiec nadal jest z nimi. – Stracha zdumiała taka nierozwaga. – Teraz go złapię.

Wyciągnął ramiona i podniósł głos zawodząc swą magiczną pieśń, kiedy nagle z rąk Gabriela padł snop światła tak ostrego i oślepiającego, że zły czarownik odskoczył w tył i przerażony zakrył dłońmi oczy.

Stało się tak za sprawą wielkiego reflektora Marca, „tysiącmetrowca”. Halkatla wprost go uwielbiała. Gdyby pozwolono jej nim się bawić, baterie już dawno by się wyczerpały.

– Czary, czary – szepnął Kat-ghil. – Ale dostaną za swoje.



25 из 182