Chłopiec nie zgadzał się z Tovą. Miał ochotę jej powiedzieć, że nie powinna tak bardzo się nie doceniać. Taka jak jest, jest w porządku. Lubił Tovę. Ale nie chciał wtrącać się w jej sprawy.

Teraz tok jej myśli się zmienił. Ian się do niej uśmiechnął i Tova pojaśniała. Ian był taki wspaniały! Czuła, że może się do niego bardzo, bardzo mocno przywiązać. Ich znajomość nadal była zbyt świeża, by mogli mieć jakąś pewność co do przyszłości. Tova jednak miała nadzieję na najlepsze.

Tak powinno być, Tova, pomyślał Gabriel. Głowa do góry! Ian nie znajdzie lepszej dziewczyny od ciebie!

Ze zdziwieniem zobaczył, że Tova szybko, ledwie dostrzegalnie przykłada rękę do brzucha. Jej uśmiech wyrażający nadzieję i szczęście był promienny i dodawał dziewczynie urody, czynił ją niemal piękną. Gabriel znów się wzruszył.

I nagle słońce przedarło się przez chmury. Płaskowyż zmienił się w iskrząco biały pejzaż z baśni. Twarze szóstki wędrowców rozjaśniły uśmiechy. Z trudem przychodziło teraz uwierzyć, że stoczyli nocną bitwę ze śmiertelnie niebezpiecznym przeciwnikiem. Czego tu się bać?

Płaskowyż był pusty, nic im tu nie zagrażało. Odruchowo przyspieszyli kroku; niedługo już dotrą na miejsce. I nawet myśl o Dolinie Ludzi Lodu i czekającym ich tam zadaniu nie wydawała się przerażająca.

– Wejście do Doliny leży z pewnością za tą wysoką górą – stwierdził optymistycznie Nataniel. – Powinniśmy się tam znaleźć za niecałą godzinę, jak myślicie?

– Na pewno! – odpowiedziała Halkatla. – Dojdziemy bez przeszkód.

– Nasi sojusznicy długo zostają z nami – zauważyła Tova.

– To dlatego, że droga jest wolna – rzekł Rune. – Dopóki nie grozi nam żadne niebezpieczeństwo, mogą dotrzymywać nam towarzystwa. Ale gdy tylko pojawią się wrogowie, nasi przyjaciele zajmą się nimi, a wtedy my się wymkniemy.



35 из 182