Tova rozejrzała się dokoła.

– Nie tak łatwo się tutaj wymknąć…

– To prawda. Ale musimy dobrnąć do usypiska kamieni u stóp tamtej góry. Tam powinno być łatwiej.

– Miejmy nadzieję, że wcześniej nic się nie wydarzy.

– Miejmy nadzieję, że i później też nic się nie stanie.

W tym momencie nie traktowali wiszącej nad nimi groźby poważnie. Blask słońca sprzyjał beztrosce i dodawał odwagi.

Tengel Zły w skórze Pera Olava Wingera pobielał na twarzy z wściekłości.

– Czyżby te nędzne gady zwyciężyły pięciu moich szamanów?

– Dwóch z tych robaków wysłaliśmy do Otchłani – odparł Lynx.

Stali na szczycie, obserwując zbliżającą się sześcioosobową grupę. Tengel Zły także dotarł do gór zwanych Siedzibą Złych Mocy i doprawdy nie był zachwycony wynikiem walki między szamanami z Taran-gai. „Nie był zachwycony” to zdecydowanie zbyt łagodne określenie. Tengel wprost pienił się z wściekłości.

Był tak rozgniewany, że nie mógł dłużej zachować iluzji postaci Pera Olava Wingera. Lynx z niedowierzaniem przypatrywał się swemu panu i mistrzowi, obserwując, jak wysoki, kościsty agent zajmujący się sprzedażą odkurzaczy zmniejsza się, kurczy, podczas gdy wstrętny odór, jaki zawsze unosił się wokół niego, staje się coraz bardziej intensywny. Nawet twardy Lynx musiał się odsunąć o parę kroków.

Sylwetka zwierzchnika stawała się coraz mniejsza, z ohydnej gardzieli bez ustanku dobywały się przekleństwa skierowane przeciwko tym, którzy ośmielali się mu sprzeciwić. Lynx spostrzegł, że ubranie komiwojażera ciemnieje, przybiera paskudny szary kolor i zmienia się w zakurzoną, pokrytą pleśnią pelerynę. Zobaczył, jak głowa staje się bardziej spłaszczona, włosy znikają odsłaniając odrażającą pomarszczoną skórę, a ręce… Na dłoniach wystających spod okrycia wykształciły się długie, zrogowaciałe szpony, palce, a właściwie tylko kości obciągnięte skórą, przybrały niezdrowy szarawy odcień, na ich powierzchni uwidoczniły się wszystkie ścięgna i żyły.



36 из 182