
Nie da się zaprzeczyć, że w jednej chwili poczuli się nagle mali, a ich twarze pobladły. Za bardzo liczyli na swych pomocników. Gabriel z trudem przełknął ślinę.
Tengel Dobry ciągnął:
– Shira także nie będzie w stanie wejść do Doliny, dopóki nie przygotujecie jej drogi.
– Nie możemy was więc wzywać? – spytał Nataniel.
– Owszem, możecie. Ale nasze magiczne zaklęcia nie będą tam miały żadnej mocy. Właśnie przeciw nim nasz zły przodek skierował całą swoją potęgę.
– Chwileczkę – wtrąciła Tula. – Przecież moje cztery demony weszły do Doliny i uratowały mnie i Heikego!
– To prawda – przyznał Tengel Dobry, patrząc na nią z powagą. – Ale czy wiesz, jakie ryzyko podjęły dla ciebie? Mogły trafić do Wielkiej Otchłani! Ale były cztery i pojawiły się niespodziewanie. Zaskoczyły ducha Tengela Złego. Wtedy się powiodło, ale jestem przekonany, że tym razem nasz zły przodek nie da się przechytrzyć. W dodatku teraz on jest rzeczywisty!
Tula pokiwała głową, nie mówiąc już nic więcej.
Znów popatrzyli na ogniska ofiarne. Groźny dym snuł się nad dwoma wzgórzami. Gabriela ogarnęło przeczucie, że oto nadszedł dzień sądu. Zadrżał.
Tengel zwrócił się do tego, który przyłączył się jako ostatni.
– Czy powinniśmy iść teraz na górę, Inu?
– Odradzałbym to, szlachetny panie – odparł mały Taran-gaiczyk. – Nocą ich duchy ożywają, wtedy ich potęga rośnie.
– Ale my mamy Demony Nocy – przypomniał mu Nataniel.
Inu zwrócił ku niemu okrągłą jak księżyc twarz.
– To prawda, dostojny panie. Ale nie jest pewne, kto z takiej walki wyszedłby zwycięsko.
– Wobec tego rozbijamy tu obóz na noc – zdecydował Marco.
