– Oczywiście – przyznał Nataniel, ponownie wyrażając szacunek kolejnym ukłonem.

– Otrzymałaś już instrukcje, Ingrid – powiedziała Sol, stojąca na czele wiedźm. – I zbytnio nie szarżujcie, Tengela Złego nie wolno nie doceniać.

– Możesz mi zaufać – uśmiechnęła się Ingrid. Z jej oczu sypały się iskry.

– Dobrze więc, tutaj się rozdzielamy – Zadecydował Tengel Dobry. – A wy, Natanielu, Tovo, Ianie i Gabrielu, ruszajcie dalej! Nie ma czasu do stracenia.

Kiedy już zaczęli iść, Tova odwróciła się do Ingrid i jej demonów.

– Jeśli odnajdziecie Runego i Halkatlę, pozdrówcie ich i powiedzcie, że nie mieliśmy zamiaru ich zawieść!

– Wiemy o tym – odparła Ingrid. – Przekażemy twoje pozdrowienia.

Czwórka przyjaciół znów pozostała sama. Tylko wiatr sypał zmrożony śnieg na rozciągające się wokół nich białe połacie.

ROZDZIAŁ V

Halkatla i Rune rzeczywiście byli nieśmiertelni. Ponieważ jednak Halkatla się zmaterializowała, odzyskała też ludzkie zmysły i uczucia, i od czasu do czasu, wedle własnego życzenia, mogła pojawiać się i znikać. A Rune…? Ani ze mnie ptak, ani ryba, jak sam to określał. Był jednak żywą istotą, skrzyżowaniem człowieka z korzeniem rośliny, i wiele przecierpiał od chwili, gdy czarne anioły obdarzyły go ludzkim ciałem.

Rune zawsze starał się skrywać swe myśli i uczucia, ale cierpienia ukryć nie potrafił. Odczuwał ból jak każdy człowiek. Halkatla także.

Poruszający się biegiem mężczyźni nieśli ich ku skalnej ścianie, ale ponieważ schwytanym naciągnięto na głowy coś w rodzaju worka, nie mogli się zorientować, gdzie dokładnie się znajdują.

Napastnicy rozmawiali ze sobą w języku całkowicie obcym Halkatli, ale Rune trochę znał tę mowę, pamiętał ją jeszcze ze swej podróży na wschód, którą odbył przed wiekami.



47 из 182