Mock – ku irytacji Hellmiga nienawidzącego obcych języków – jako hasło i odzew podał łacińską maksymę dum spiro spero.

Napisał ją węglem na ścianie korytarza, aby każdy wartownik mógł ją przeczytać, zanim naciśnie spust. Potem przez bardzo niskie, grube stalowe drzwi przeszli linię frontu. Trzask odrzwi był jak wybuch bomby, jak końcowy akord, jak huk więziennej bramy.

Eberhard poczuł ukłucie lęku, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że są na ziemi wroga. Przeraziła go cisza, którą zakłócał świdrujący cienki pisk.

Zapalił latarkę i obejrzał dokładnie betonowe ściany schronu, w którym się znajdowali. Oprócz drzwi był w tym pomieszczeniu zwykły właz.

Franz na znak Eberharda pokręcił zardzewiałym kołowrotem, odchylił grubą stalową pokrywę włazu i po chwili poczuli ruch powietrza, które niosło ze sobą zapach stęchlizny, szczurzych odchodów i smród rozkładającego się ciała ludzkiego, przypominający woń przysmażonej marchwi połączoną z siarkowodorowym odorem gazów gnilnych.

Eberhard wszedł na wrogi teren, przeciął smugą światła ciemność piwnicy i ujrzał wzdęty gazami brzuch leżącego na plecach żołnierza niemieckiego.

Sprawne oko długoletniego policjanta natychmiast dojrzało krew oblepiającą dziurę w głowie, kawałki metalu tkwiące w piersi i w udach, połamane paznokcie i zryty tynk ściany.

– Spóźnił się pewnie podczas odwrotu – szepnął Eberhard do brata, przełknąwszy ślinę. – Jego ludzie już zamknęli właz, a on drapał ścianę, dopóki go nie dosięgnął ruski granat.

Franz nie słuchał, zajęty oczyszczaniem swego zalkoholizowanego organizmu z resztek wódki. Kiedy wydał już ostatnie kaszlnięcie, splunął siarczyście i spojrzał na brata przekrwionymi oczami.

– Scheisse, co tu się stało?

– Tak wygląda front, nie widziałeś nigdy trupa? – zapytał Eberhard i oświetlił napis cyrylicą na ścianie. Pod napisem była strzałka wskazująca niewielkie wzniesienie w klepisku piwnicy.



26 из 243