
– Uważaj, tu mogli zakopać miny. Ruscy piszą swoim alfabetem. To dla nas jak szyfr. Wiedzą o tym.
Podszedł do drzwi jednej z piwnic. Wisiały na jednym zawiasie.
– Chodź, pomóż mi. – Wskazał drzwi.
– Ułożymy je jak barierę, żebyśmy nie wpadli na miny, kiedy będziemy wracać.
Zrobili to, ciężko oddychając.
Eberhard przeskoczył ciało, płosząc kilka szczurów. Jeden z nich otarł się o nogawkę spodni Franza, który aż podskoczył z odrazy. Eberhard oświetlił małe stworzenie i przyjrzał mu się uważnie.
– Okręt „Breslau” jeszcze nie tonie, skoro na nim pozostałeś – powiedział cicho do szczura.
Ruszyli przed siebie, świecąc pod nogi.
Na klepisku roiło się od pcheł, gdzieniegdzie zapiszczał szczur, z jakichś otwartych drzwi splądrowanej piwnicy wyleciał ze świstem nietoperz i zniknął w ciemnościach. Eberhard szczególnie uważnie szukał wzgórków na klepisku i rosyjskich napisów na ścianach.
Oświetlał poza tym wnętrza piwnic i wchłaniał zapach kompotów wylewających się z rozbitych słoików, woń sfermentowanego wina i przegniłych worków. Potykali się o deski, stare koła rowerów i fragmenty mebli. W końcu doszli do końca korytarza.
Eberhard zgasił latarkę i po chwili jego oczy przyzwyczaiły się do ciemności.
Nie była ona zresztą absolutna.
W nieokreślonej oddali czerń piwnicy złamana była bladą poświatą, która wycinała z ciemności kilkanaście równoległych kresek.
Eberhard zorientował się po kilku sekundach, że są to krawędzie stopni, na których załamywało się światło padające ze szczytu schodów.
– Jest wyjście z piwnicy – szepnął do brata i ruszył ku poświacie.
Po chwili obaj stali przy wejściu do piwnicy i nasłuchiwali odgłosów z klatki schodowej. Słyszeli jedynie szelest gazet poruszanych przeciągiem i trzaskanie okna na jakimś niskim półpiętrze.
