Podłoga wieży delikatnie wibrowała. Co za stara przetwornica, pomyślał pilot. Też wstał, żeby obejrzeć swój statek. Jak latarnia morska sterczał pionowo z pędzącej nisko mgły. Podmuch odwiał jej kłęby, ale już nie było widać plam przegrzewu na dyszach. Może przez odległość i półmrok, a może po prostu ostygły.

— Macie tu gamma defektoskopy? — Statek był dlań ważniejszy od ich kłopotu. Sami go sobie sprawili.

— Mamy. Ale nie dam podejść nikomu do rakiety w zwykłym skafandrze — odezwał się Gosse..

— Myśli pan, że to stos? — poderwało pilota.

— A pan?

Mały kierownik też wstał i podszedł do nich. Z podłogowych szczelin wzdłuż wypukłych szyb wiało miłym ciepłem.

— Temperatura skakała przy schodzeniu ponad normę, ale Geigery się nie odezwały. To chyba tylko dysza. Może wypluło ceramikę z ogniowej komory. Miałem wrażenie, że coś gubię.

— Ceramika poszła swoją drogą, ale był wyciek — orzekł stanowczo Gosse.

— Ceramika się nie topi.

— Ta kałuża? — zdziwił się pilot. Stali przed podwójnymi szkłami. Pod rufą rzeczywiście rozlała się czarna kałuża. Mgły, pędzone wichurą, co chwila omiatały kadłub statku.

—. Pan co ma w stosie? Ciężką wodę czy sód? — spytał London. Przewyższał pilota o głowę. Z radia dobiegło popiskiwanie. Gosse skoczył tam, włożył słuchawki z laryngofonem i rozmawiał z kimś cicho.

— To nie może być ze stosu... — bezradnie powiedział pilot. — Mam ciężką wodę. Roztwór jest czysty jak łza. Przezroczysty. A to jest czarne jak smoła.

— No to puściło chłodzenie w dyszy — zgodził się London. — I potrzaskało ceramikę.

Mówił jak o zapałkach. Wcale nie przejął się awarią, która uwięziła pilota ze statkiem w tej dziurze.

— Pewno tak... — przyświadczył młody człowiek. — Największe ciśnienie jest w tulejach przy hamowaniu.

Jak ceramika pęknie w jednym miejscu, to całą resztę wymiecie główny ciąg.



4 из 111