
Kiedy Morhaim przyszedł nękać Seebacka, wirtualne ściany przesyłały do celi jedynie filmy. Dawano właśnie remake Casablanki, nakręcony w stuletnią rocznicę powstania oryginału, z kolorowym trójwymiarowym Bogartem warczącym na nadąsaną Pamelą Andersen. Morhaim wiedział, że elektroniczny areszt otoczony software’owymi zaporami znacznie lepiej odizoluje Seebacka niż klatka w sensie fizycznym.
W jednorazowym kombinezonie z papieru aresztant wyglądał na wystraszonego młodzika.
Morhaim wypytywał go, mając na uwadze, że w tym samym czasie przesłuchiwany jest Anioł mężczyzny i systemowi agenci wyszukujący wyciągają zeń wszystkie informacje — widmowy odpowiednik jego śledztwa.
Seeback stanowczo wypierał się jakichkolwiek powiązań z morderstwem Desargues.
— Ale chyba dostrzega pan motyw — nalegał Morhaim. — Desargues mówiła, że trzyma was za gardło. Planowała utworzenie światowej sieci łączności. Podobno miała sposób na wyeliminowanie opóźnień transmisji, spowodowanych koniecznością wysyłania sygnałów via orbita geostacjonarna…
— Co umożliwiłoby połączenie w jedną całość społeczeństw odseparowanych przez oceany albo nawet tych na antypodach. Nareszcie mogłaby powstać globalna wioska, a satelity komunikacyjne wyszłyby z użycia. Takie tam pompatyczne przechwałki… Ple-ple-ple.
— Jeśli Desargues miała rację… Jeśli jej nowa technologia rzeczywiście mogła wysadzić waszą spółkę z siodła…
— Ale nie mogła. W tym sęk. Nie rozumie pan? Technika satelitarna nie wychodzi z użycia z dnia na dzień. Po prostu znajdziemy nowe zastosowania.
— Na przykład?
— Pokażę panu.
Za zgodą Morhaima, Seeback wywołał jedną z wirtualnych broszur swojej firmy.
… Morhaim odnalazł się na wietrznych polach Northumbrii. Złudzenie piaszczystego gruntu było tak realne, że aż się cofnął. Holmium musiało włożyć miliardy w petabajty do tej broszury.
Zastanawiał się mimochodem, kiedy to ostatni raz był na świeżym powietrzu w RL?
