
— A zatem — rzekł Morhaim do swego Anioła — uważasz, że odpowiedzialność spada na Holmium.
Firma Cecilii Desargues jest mała i prężna, nadal mocno uzależniona od osobowości dawnej właścicielki. Po jej wyeliminowaniu akcje spółki znacznie straciły na wartości. Odegranie przez pracownika Holmium tak niedwuznacznej roli w krytycznym momencie…
— Taaa. Wszystko na to wskazuje.
… Ale szok i zgroza na pyzatej twarzy Seebacka, widoczne na obrazie przesuwającym się w zwolnionym tempie, wydawały się szczere. Reszta krótkiej rozmowy, kiedy Morhaim usłyszał ją bez zniekształceń, także dawała wiele do myślenia.
„Maszyna staje”… Słucham? No cóż. Bardzo mnie ciekawi, dlaczego chciał się pan ze mną zobaczyć, panie Seeback… Nie rozumiem?
Dla całego świata wyglądało to — abstrahując od samego hasła — na rozmowę ludzi, którzy nie wiedzą, dlaczego się spotkali. Jakby Seeback myślał, że to Desargues poprosiła go o spotkanie — z sobie znanych powodów w RL,
Zupełnie jakby ich spotkanie zaranżował ktoś trzeci. Czy to możliwe, żeby Seeback był kozłem ofiarnym, który miał tylko powtórzyć zdanie, nic z niego nie rozumiejąc?
Do obowiązków służbowych Morhaima należało sporządzenie protokołu z tego, co zobaczył, oraz zatwierdzenie wniosków Anioła. Powinien podpisać raport i zamknąć sprawę.
Materiał dowodowy przeciwko Holmium był pośredni. Ale to, co wykazały tu systemy inteligentne, z pewnością wystarczy, aby sąd wydał nakaz szczegółowej kontroli firmy Holmium. Można by się założyć o sporą sumę, że wkrótce potem wyjdą na jaw bardziej przekonywające dowody morderczego spisku.
A jednak…
A jednak cieszyła go myśl, że zachował coś niecoś z instynktu londyńskiego gliniarza z dawnych czasów.
Coś tu śmierdziało.
— Sądzę — powiedział Morhaim — że ktoś tu kłamie. Poprosił Anioła, żeby go przeniósł na posterunek w Westminster, gdzie przetrzymywano Asapha Seebacka.
