Jakimś cudem pojawił się przed nim latający spodek.

Pojazd miał może dwadzieścia metrów średnicy i stał na sztywnej trawie. Na kadłubie widniały nalepki Coca-Dopa i różne znaki firmowe.

Morhaim włączył je odruchowo do swojej dziennej normy.

— Co ja tu widzę, Seeback?

— To jest wynik współpracy konsorcjum firm komsatowych, Coke-Boeing i innych. Ta technologia umożliwi latanie pojazdami o dowolnym kształcie — krążka, nawet cegły — nie bacząc na dotychczasowe zasady budowy statków powietrznych. Pod niektórymi względami kształt spodka wydaje się najodpowiedniejszy. Pomysł ma pięćdziesiąt lat. Aż tyle czasu zajęło doprowadzenie…

— Opowiedz.

Nastąpiło uproszczone odliczanie, trzask wyładowania przy krawędzi pojazdu i spodek podniósł się lekko z ziemi, po czym zawisł w powietrzu.

Cały sekret, jak stwierdził Seeback, to „dziób powietrzny”: promień laserowy — albo skupiony promień mikrofalowy — emitowany z przodu pojazdu przecina przed nim powietrze. Nad przepływem powietrza wokół statku można by panować nawet przy wielokrotnej szybkości dźwięku, sam pojazd zaś, napotkawszy leciutki tylko opór, znacznie usprawni swoje działanie.

— Rozumie pan, inspektorze? Statek nie musi nawet mieć silnika. Jest napędzany energią mikrofalową, kierowaną w dół z próbnego satelity, Energię tę uzyskujemy z przekształconych promieni słonecznych — to miliardy darmowych dżuli fruwających w powietrzu. Statek porusza się sam, używając pól magnetycznych przy krawędzi do odrzucania w tył naładowanego powietrza.

— Dlaczego ma kształt spodka?

— Ze względu na dużą powierzchnię, jakiej potrzeba do wyłapania tych wszystkich mikrofal. Wciąż mamy wiele problemów technicznych — na przykład eksplodujące powietrze przesuwa się wzdłuż „dzioba” w górę, co grozi zniszczeniem pojazdu — ale zamierzamy korzystać z tej koncepcji aż do prędkości 25 machów, a to już wystarczy do wejścia na orbitę…



11 из 24