
— Stąd nazwa.
— A wtedy zwłokę da się zredukować do maksimum jednej dwudziestej czwartej sekundy, bo tyle czasu potrzebuje neutrino, żeby przelecieć z bieguna na biegun z prędkością światła. Oczywiście większość transmisji będzie jeszcze szybsza. Nie oznacza to całkowitej likwidacji opóźnień — byłoby to wbrew prawom fizyki — ale nasz najgorszy wynik przewyższa sześciokrotnie największe osiągnięcia telekomunikacji satelitarnej. Poza tym nasza technologia jest znacznie tańsza.
— Jeśli wam się uda — mruknął Morhaim. — Z tego co wiem, jedynym sposobem uzyskania strumienia zmodulowanych neutrin jest włączanie i wyłączanie reaktora atomowego.
— Widzę, inspektorze, że odrobił pan lekcje. Ale mamy też ogromne trudności z odebraniem sygnału ze strumienia neutrin. Są one tak przenikliwe, że trzeba wlać do zbiornika tysiąc ton cieczy — ultraczystej wody albo na przykład czterochlorku węgla — i czekać, aż jedno na sto miliardów neutrin trafi w jądro i wytworzy wykrywalny produkt uboczny.
— Rozumiem, że rozwiązaliście już te wszystkie problemy.
— Tak przypuszczamy — przyznała bez zająknienia Baines. — Proszę mi wybaczyć, ale nie chcę zagłębiać się w detale. Mamy eksperymentalne potwierdzenie.
— Dostateczne, by ci z Holmium uwierzyli, że nie chcecie z nimi konkurować?
— Bez wątpienia.
Uznał, że Eunice Baines to trudna kobieta. Miał wrażenie, że go osądza.
— Myśli pani, że Holmium mogłoby nasłać mordercę?
Potrząsnęła głową.
— Czy naprawdę można uwierzyć, że wielka międzynarodowa korporacja wikła się w tak idiotyczne morderstwo? W publicznym miejscu, w biały dzień, na ulicach samego Londynu? Poza tym śmierć Cecilii nie przyniosła bezpośredniej korzyści ani Holmium, ani żadnemu z naszych konkurentów. W branży telekomunikacyjnej wybuchło tamtego dnia takie zamieszanie, że akcje Holmium i innych poleciały na głowę. No i jakikolwiek skandal związany ze śmiercią Cecilii to dla nich czysta katastrofa. W gruncie rzeczy nic, co wykracza poza granice powierzchownego śledztwa, nie trzyma się tu kupy… Ale to pan mnie pyta. — Po raz pierwszy głos Baines zaczął zdradzać ślad emocji: gderliwą irytację. — A pan tego nie wie? Co pan o tym sądzi?
