
Byli to Bezdomni.
Młodzi w milczeniu oddalili się od povu. Poruszają się jak duchy, pomyślał Morhaim.
— Coś koszmarnego! Tak.
— Tam, chyba że Bóg nie dopuści…za parę lat dołączy Bobby, dokończył Anioł. Rozumiem. Pov Morhaima ruszył naprzód przez rozpływający się tłum. Na środku sceny została sama Cecilia Desargues — krępa, mocno zbudowana Francuzka o szerokiej, pogodnej twarzy i jawnie siwych włosach. Na garsonce z dzianiny połyskiwało, wypisane tuszem Day-Glo, logo firmy Szklana Ziemia: 1/24. Jedna dwudziesta czwarta sekundy to w przyszłości maksymalny czas transmisji sygnału między dwoma dowolnymi punktami na Ziemi. Tak w każdym razie obiecywała Szklana Ziemia, mając nadzieję pobić na głowę firmy satelitarne.
Desargues stała pośrodku chodnika i wyraźnie wypatrywała kogoś w tłumie.
— Jest z kimś umówiona.
Tak.
Z mordercą?
Nie, jak się później okazafo. Mam zatrzymać obraz?
Nie tym razem. Na razie tylko obserwujmy…
Rób Morhaim dużo myśli o dzieciach.
Bobby, jego własne dziecko, jest mu bardzo drogie. Zależy mu na nim o wiele bardziej niż na swym nieudanym małżeństwie.
To wspólna cecha większości tego pokolenia. Wzajemne stosunki dorosłych osobników mogą polegać na łączeniu się w pary z przedstawicielami każdej z ośmiu głównych płci, ale do formalnego małżeństwa dochodzi rzadko. Zwykle takie związki przemijają szybko jak pory roku. Ale dawanie nowego życia — w czasach, kiedy męska płodność zmalała do kilku procent w porównaniu z zeszłym stuleciem — to emocjonalny kamień węgielny życia wielu ludzi.
Może twojego własnego.
Ale i tak liczba ludności maleje na całej planecie… Wasze dzieci to ostatni chroniony gatunek.
Koniec świata, powiadają wasi przekupnie losu. A przecież już dawniej się mylili.
Widzicie zagrożenia, które nie istnieją. Może nie dostrzegacie tych realnych.
