
Analiza balistyczna była jasna: Desargues zginęła od pojedynczego strzału. Nie ma też wątpliwości, skąd strzelano.
— Z mostowej wieży.
Z nie używanej komory dźwigowej. Kula była spiłowana. Przebiła ciało na wylot i wyrwała kawał klatki piersiowej, zanim…
— Dosyć. Zostawmy to koronerowi.
Studiował twarz Seebacka. Człowiek z Holmium wyglądał na wstrząśniętego. A jego garnitur — na nieostrym obrazie — był jakby zabrudzony.
Strzępkami ciała Cecilii Desargues.
W komorze dźwigowej znaleziono szybkostrzelną broń, z której oddano jeden strzał.
— I do której pasowała znaleziona kula.
Tak jest. Oraz karteczkę ze zdaniem…
Zawieszony w powietrzu wirtualny obraz pokazał brudny świstek:
MASZYNA STAJE
— Co takiego Seeback powiedział na wstępie? Coś o jakiejś maszynie? Tak. W komorze dźwigowej znajdował się także kierunkowy mikrofon. Zdanie ewidentnie było sygnałem rozpoznawczym, werbalnym uruchomieniem spustu…
I tak, pomyślał Morhaim, wszystko łączy się w całość. Pasuje jak trybiki w maszynie.
Bezdomni to nowa grupa kultowa wśród waszej młodzieży, w której dziwnie mieszają się wpływy nauk przyrodniczych i Zen. Jest popularna mimo protestów Nowej Unii Kościoła Chrześcijan.
Głosi ona kult nieistnienia jaźni, co wydaje się konsekwencją metod, jakimi objaśniacie waszej młodzieży siebie i świat. Nauka i ekonomia. Według pierwszej pochodzisz znikąd i donikąd wracasz; według drugiej wszyscy ludzie są zwykłymi jednostkami, wymiennymi i zbywalnymi. Na uka w pewnym sensie już jest kultem nieistnienia, a bezdomność to po prostu logiczna ewolucja tego stanowiska.
Oczywiście nie są bezdomni w sensie dosłownym. Najwięksi ekstremiści ukrywają swe ciała w całości pod wirtualnymi tatuażami.
Stanowią zagadkę. Ale to wasza młodzież, nie nasza.
