— Terton — odezwałem się zrozpaczony. — Nazywam się, rzecz jasna…

— Terton. Aha. Zabierz tego Tertona do dobrego hotelu, znajdź mu odpowiednie ubranie i wyciągnij od niego tę historię. Odizoluj go do jutra rana, a wtedy już powinien być niezły dym wokół tej sprawy. Przyprowadź go, a ja załatwię grupę psychiatrów gotowych przysiąc, że to wariat i drugą grupę przysięgających ze łzami w oczach, że jest normalny i każde słowo to prawda. Zrób mu parę zdjęć, zanim wyjdziecie.

— Jasne, Ferguson. Kłopot tylko, że ten glina może go rozpoznać jako gościa, który pokazał się całkiem nago na ulicy. On utrzymuje, że w jego czasach nikt nie nosi ubrań. Na komisariacie go wylegitymują i momentalnie wsadzą do Bellevue.

— Daj mi pomyśleć — Ferguson przespacerował się wkoło, drapiąc się w głowę i mrugając lewym okiem. — No, to rozegramy to na ostro. Raz na zawsze. Aha, raz na zawsze. Dowiedz się, jaki ma zawód; znaczy się, jaki miał; to znaczy, jaki będzie miał — aha, a ja znajdę paru specjalistów z tej samej dziedziny i będą utrzymywać, że on mówi zupełnie jak oni, tylko tysiąc lat później…

— Chwileczkę — wtrąciłem się. — Tysiąc lat to fantas…

Oko Fergusona zamrugało wściekle.

— Zabierz go stąd, Joey — krzyknął. — To twoja sprawa. Ja mam robotę.

Dopiero w pokoju hotelowym udało mi się przekazać reporterowi wyrazy mojego najwyższego oburzenia z powodu tępego obłąkania panującego w tej kulturze. I z powodu jego odnoszenia się do mnie w obecności Fergusona. Do Ucha, zachowywał się, jakby podzielał jego poglądy!

— Spokojnie, ojczulku — rzekł mi ów młodzieniec, zwieszając długie nogi poza oparcie tapczanu. — Unikajmy goryczy i wymówek. Przeżyjmy w zgodzie dwa dni dobrobytu. Jasne, że ci wierzę. Ale trzeba się trzymać pewnych reguł zachowania. Gdyby Ferguson podejrzewał, że uwierzyłem komukolwiek, nie mówiąc o gościu, który łazi wśród samochodów na Madison Avenue świecąc golizną, musiałby szukać popłatnej pracy nie tylko w innej firmie, ale możliwe, że i w innym zawodzie.



16 из 28