
Po długim namyśle przyznałem mu rację. Skoro ten idiota Banderling użył mnie jako rękawicy, żeby rzucić w twarz ambasadzie, musiałem dostosować się do obyczajów tej śmiesznej epoki. Jest taki kawał, raz w roku 200…
Kiedy Burns skończył mnie pytać, byłem wykończony i głodny. Kazał przysłać mi na górę jedzenie i mimo obrzydzenia z powodu kiepskiej kuchni podanej w nie wyjałowionych, szklanych naczyniach, zjadłem od razu. Ku memu zdumieniu, odczucia smakowe były raczej przyjemne.
— Lepiej właź pod kołdrę, jak tylko skończysz łykać kalorie — doradził mi Burns znad maszyny do pisania. — Wyglądasz jak sprinter, który startował w biegach przełajowych. Zmachany, ojczulku, zmachany. Polecę z tym artykułem do redakcji, jak tylko skończę. Nie potrzebuję cię już dzisiaj.
— A masz dość zadowalających informacji? — ziewnąłem.
— Nie dość, ale bardzo zadowalających. Wystarczy, żeby Ferguson parę razy zarechotał. Przydałoby się tylko… O, na przykład ta sprawa z datami. To by bardzo pomogło.
— Hm — mruknąłem sennie. — Coś mi się przypomina o 1993.
— Albo nie. Wszystko gotowe pod każdym względem. Niech tak będzie. Prześpij się trochę, ojczulku.
Biuro redakcji zmieniło się pod względem zaludnienia, gdy tam wkroczyliśmy razem z Burnsem. Jedna część sali została odgrodzona linami. W regularnych odstępach przymocowano tabliczki: TYLKO DLA NAUKOWCÓW. Pomiędzy nimi były inne, witające PRZYBYSZA Z ROKU 2949, ogłaszające, że THE NEW YORK BLARE POZDRAWIA ODLEGŁĄ PRZYSZŁOŚĆ oraz pomniejsze niewyraźne komentarze, mówiące między innymi: STRUMIEŃ CZASU POKONANY! i PRZESZŁOŚĆ, TERAŹNIEJSZOŚĆ I PRZYSZŁOŚĆ NIEPODZIELNIE GŁOSZĄ WOLNOŚĆ I SPRAWIEDLIWOŚĆ DLA WSZYSTKICH LUDZI!
