Paru starszych dżentelmenów dreptało między linami w wolnej przestrzeni, do której na wpół mnie wprowadzono, na wpół wepchnięto. Przedmioty, które rozpoznałem jako lampy błyskowe w wielkiej ilości mrugały w rękach oddziału fotoreporterów. Niektórzy leżeli płasko na podłodze, inni chwiali się na krzesłach, jeszcze inni zwieszali się z przedmiotów przypominających trapezy, uczepionych do sufitu.

— Redakcja kipi i trzeszczy w szwach — zaczął paplać Ferguson, gdy przepchał się do nas, rozdawszy reporterom po egzemplarzu pachnącej farbą gazety. — Są tacy, co mówią, że to wariat. Aha, są tacy, co mówią, że prorok Nehemiasz zmartwychwstał; ale całe miasto kupuje naszą gazetę. Całe dwa dni do Mistrzostw Świata, a my mamy prawdziwą bombę. Inne szmaty walą tu z wywieszonym językiem, żeby popatrzeć — niech mnie w ucho pocałują. Spory ten twój artykuł, aha, tak z różnych punktów widzenia. Miałem trochę kłopotów ze znalezieniem archeologów, którzy by przysięgli, że Terton jest członkiem ich gildii, ale Ferguson nie zawodzi, mamy swoich ludzi. — Lewe oko Fergusona na chwilę przestało mrugać i pojawił się w nim błysk zadowolenia. — Słuchaj — zachrypiał, popychając mnie na krzesło — nie rób z siebie primadonny. Żadnych kaprysów, dobra? Aha. Zgadza się. Trzymaj się swojej historyjki przez dziś i jutro, a dostaniesz niezły kąsek z udziałów wydawcy. Jak będziesz dobry, to może przetrzymasz dwa pierwsze mecze Mistrzostw. Trzymaj się tekstu: przybyłeś z przyszłości i nic więcej nie wiesz. Aha, i nie zagłębiał się w fakty!

Joseph Burns zaklaskał w dłonie, żeby przyciągnąć uwagę zgromadzonych naukowców i wcisnął się w krzesło obok mnie.



18 из 28