
— Wie pan co — usłyszałem czyjś głos zadziwiająco blisko. — To brzmi prawie logicznie. Jak jedna z tych piosenek w nowomowie albo pierwsze linijki „Jabberwocky”. Słucha się tego, jakby to była prawda.
— Zaraz! — przypomniałem sobie nagle. — Odczucia form flirgowych nie można opisać słowami! Musicie poczuć to sami! — Rozdarłem tkaninę górnej części mojego ubrania i wyciągnąłem naszyjnik. — Macie, sami zbadajcie dolika z tak zwanej Zagadki Thumtse moim flirgelflipem. Zauważcie…
Urwałem. Nie miałem flirgelflipu! Zapomniałem! Joseph Burns skoczył na równe nogi.
— Flirgelflip pana Tertona został wymieniony na ubranie, które nosi w chwili obecnej. Podejmuję się pójść i wykupić go z powrotem.
Patrzyłem na niego z wdzięcznością, jak przedzierał się przez tłum rozbawionych naukowców.
— Słuchaj, facet — Ferguson odezwał się zimno. — Zrób coś i to szybko. Burns to nie geniusz, może mu się nie udać tego odkręcić, Tu jest psychiatra — aha, dokładnie, psychiatra — i wsadzą cię do miękkiego pokoiku, jeśli nie wyskoczysz z jakąś nowością, lak kiepsko wyglądasz, że nasi ludzie trzymają język za zębami, bojąc się repliki.
