
Urwał bezradnie. Przez chwilę nikt nie odzywał się.
W końcu czwarty przerwał milczenie:
— Potrzebujemy szpiegów. Forell podchwycił to skwapliwie:
— Tak jest! Nie wiem, kiedy Imperium zaatakuje. Może mamy jeszcze czas.
— Hober Mallow sam udał się do Imperium — poddał myśl drugi.
Forell pokręcił przecząco głową.
— To wykluczone. Żaden z nas nie jest już młody. Wyszliśmy z wprawy zajmując się biurową robotą i zarządzaniem. Potrzeba nam młodych ludzi, którzy orientują się w terenie…
— Niezależni handlarze? — spytał czwarty. Forell potakująco kiwnął głową i wyszeptał:
— Jeśli jeszcze mamy czas…
Martwa ręka
Bel Riose przestał nerwowo chodzić z kąta w kąt i spojrzał na wchodzącego adiutanta. — Wiadomo już coś o „Gwiazdce”?
— Nie. Grupa zwiadowcza przeczesała przestrzeń, ale aparatura nic nie wykryła. Komandor Yume melduje, że flota jest gotowa do natychmiastowego uderzenia odwetowego.
Generał potrząsnął głową.
— Nie, nie z powodu statku patrolowego. Jeszcze nie teraz. Przekaż mu, żeby podwoił… Zaczekaj! Napiszę rozkaz. Zaszyfrować i przesłać zwartą wiązką!
Mówiąc to, pisał. Potem rzucił kartkę czekającemu oficerowi.
— Jest już Siweńczyk? — Jeszcze nie.
— Chcę go widzieć tutaj, jak tylko przybędzie. Adiutant zasalutował i wyszedł. Riose znów zaczął krążyć po pokoju jak zwierz w klatce.
Kiedy drzwi otworzyły się ponownie, stanął w nich Ducem Barr. Wszedł wolnym krokiem za prowadzącym go adiutantem do jasno oświetlonego pokoju, na którego suficie znajdował się ozdobny, trójwymiarowy model Galaktyki. W rogu pokoju stał Bel Riose w mundurze polowym.
— Witaj, patrycjuszu! — Generał wysunął nogą krzesło ku niemu i odprawił adiutanta ruchem ręki, dodając: — Drzwi mają być zamknięte, dopóki sam ich nie otworzę.
