
Brodrig — faworyt, który musi być wierny, gdyż jedynie posiadanie najszybszego statku w Imperium i dotarcie do niego w dniu śmierci Imperatora mogłoby go uchronić przed komorą atomową.
Cleon II dotknął gładkiej gałki umieszczonej na oparciu otomany i potężne drzwi w końcu komnaty rozpłynęły się jak obłok mgły.
Pojawił się w nich Brodrig. Przeszedł po purpurowym dywanie i przyklęknął, aby ucałować zwisającą bezwładnie dłoń Imperatora.
— Jak zdrowie, panie? — spytał Tajny Sekretarz z obawą w głosie.
— Żyję — burknął Imperator z rozdrażnieniem — jeśli można tak określić fakt, że każdy łotr, który potrafi przeczytać książkę lekarską, traktuje mnie jak poligon doświadczalny. Jeśli jest jeszcze w ogóle jakiś środek, chemiczny, fizyczny czy jądrowy, którego na mnie nie wypróbowano, to założę się, że jutro przybędzie tu gdzieś z odległego kąta Imperium jakiś uczony gaduła, aby sprawdzić jego działanie. I znowu będzie się powoływał na autorytet jakiejś nowo odkrytej, a raczej podrobionej książki.
Na pamięć mego ojca! — krzyknął z wściekłością — zdaje się, że nie ma już ani jednego medyka, który by potrafił badać chorego, patrząc nań własnymi oczyma! Żaden z nich nie potrafi nawet zmierzyć pulsu bez pomocy starożytnych ksiąg. Jesteśmy chorzy, a oni nie wiedzą na co. Głupcy! Jeśli pojawią się nowe choroby, to jako nierozpoznane i nieopisane przez starożytnych, pozostaną na zawsze nieuleczalne. Starożytni powinni żyć teraz albo ja wtedy.
Imperator zaklął cicho. Brodrig czekał pokornie. Cleon II spytał z rozdrażnieniem wskazując ruchem głowy drzwi:
— Ilu czeka?
— Wielka Sala pomieściła normalną liczbę — odparł cierpliwie Brodrig.
— Niech czekają. Jestem zajęty sprawami państwa. Niech to oznajmi dowódca straży. Albo nie, niech nie mówi o sprawach państwa. Niech powie po prostu, że nie udzielam żadnych audiencji i niech, mówiąc to, wygląda na zmartwionego. Może te hieny, które tam są, same się zdradzą — dodał złośliwie.
