
— Niebezpieczny, panie. On żyje przeszłością. Marzy o dawnych czasach, a raczej o ich mitycznym obrazie. Tacy ludzie są sami w sobie nieszkodliwi, ale ich zupełny brak realizmu sprawia, że stają się narzędziami w rękach innych.
Jego ludzie — dodał — są, jak mi wiadomo, całkowicie pod jego urokiem. On jest jednym z lubianych generałów.
Tak? — rzekł Imperator z zadumą. — No, cóż, Brodrig, nie chciałbym, żeby służyli mi tylko ignoranci. Ci ostatni z pewnością nie są wzorem wierności.
— Zdrajca-ignorant nie stwarza żadnego zagrożenia. To raczej przed zdolnymi trzeba mieć się na baczności.
— Przed tobą również, Brodrig? — roześmiał się Cleon II, ale zaraz wykrzywił mu twarz grymas bólu. — A zatem daruj sobie na razie ten wykład. Co nowego w spawie tego młodego zdobywcy? Mam nadzieję, że nie przyszedłeś tu tylko po to, żeby mi o nim przypomnieć.
— Otrzymaliśmy, panie, następny meldunek od generała Riose'a.
— Ach, tak? O czym?
— Odkrył kraj tych barbarzyńców i zaleca ekspedycję wojskową. Przedstawia liczne i nudne argumenty na rzecz takiego działania. Nie warto nimi teraz zanudzać Waszej Imperatorskiej Mości. Tym bardziej, że zostaną one szczegółowo omówione na posiedzeniu Rady. — Spojrzał z ukosa na Imperatora.
Cleon II zachmurzył się.
— Rady? Czy to sprawa dla nich, Brodrig? Będzie to oznaczać dalsze żądania szerszego zastosowania Karty Praw. Zawsze się na tym kończy.
— Nie można tego uniknąć, panie. Byłoby lepiej, gdyby czcigodny dziad Waszej Wysokości rozprawił się z ostatnią rebelią bez przyznawania Karty Praw. Skoro jednak stało się inaczej, musimy jeszcze przez pewien czas liczyć się z nią.
— Myślę, że masz rację. Zatem musi to przejść przez Radę Lordów. Ale, człowieku, skąd to namaszczenie? To w końcu sprawa mniejszej wagi. Zwycięstwo gdzieś na dalekiej granicy odniesione przy udziale małej liczby wojska nie jest sprawą wagi państwowej.
