Tajny Sekretarz uniósł dumne brwi.

— Określa ich mianem Fundacji.

— Fundacji? A co to takiego?

— Nie ma o nich żadnej wzmianki, panie. Dokładnie przeszukałem archiwa. Są pewne luki w dokumentach odnoszących się do obszaru Galaktyki, który dawniej był Prowincją Anakreona, a dwa wieki temu stał się terenem rozbojów i pogrążył się w barbarzyństwie i anarchii. Jednakże, nie ma w tej prowincji planety, która znana byłaby jako Fundacja. Jest tam jakaś luźna wzmianka o grupie uczonych wysłanej do tej prowincji na krótko przed jej oderwaniem się od Imperium. Mieli oni przygotować jakąś encyklopedię — uśmiechnął się lekko. — Zdaje mi się, że nazywało się to Fundacja Encyklopedyczna.

— No, cóż — Imperator zasępił się — to jest zbyt nikły trop, żeby nim podążać.

— Nie podążam nim, panie. Po nastaniu anarchii w tym regionie nie otrzymano od nich żadnej wieści. Jeśli jeszcze żyją ich potomkowie i jeśli zachowali tę nazwę, to najprawdopodobniej stali się barbarzyńcami.

— A więc chce posiłków — Imperator spojrzał zbolałym wzrokiem na swego sekretarza. — To zastanawiające — chcieć walczyć z dzikusami siłą dziesięciu statków i prosić o wsparcie zanim się zadało pierwszy cios. A jednak przypominam sobie tego Riose'a — był to przystojny chłopiec z porządnej i lojalnej rodziny. Brodrig, są tu jakieś niejasności, których nie mogę rozwikłać. To może być ważniejsze niż się wydaje.

Jego palce poruszały się machinalnie po błyszczącym prześcieradle, które okrywało jego sztywniejące nogi.

— Potrzebuję tam człowieka, który potrafi dobrze patrzeć, umie myśleć i jest lojalny — rzekł. — Brodrig, Sekretarz pokornie pochylił głowę.

— A co ze statkami, panie?

— Jeszcze nie teraz! — Imperator jęknął lekko, wolno zmieniając pozycję. Podniósł drżący palec. — Poczekamy, aż będziemy wiedzieć więcej. Zwołaj posiedzenie Rady Lordów od dziś za tydzień. Będzie to również dobra okazja do wystąpienia o nowe kredyty. Albo je uzyskam, albo polecą głowy.



30 из 238