
— Dość! — krzyknął Gurronsevas, nie próbując nawet ukryć oburzenia. — Nie chcę pensji. Dzięki moim wyjątkowym talentom zgromadziłem już więcej, niż zdołam wydać przez resztę życia. Nawet gdybym był bardzo rozrzutny. Przypominam też panu, że jestem cenionym w całej Federacji specjalistą, a nie stażystą, nie będę więc nosił opaski…
— Jak pan chce — rzekł cicho O’Mara. — Czy chce mi pan powiedzieć coś jeszcze? Nie? Zatem mam nadzieję, że ma pan teraz pilniejsze zajęcia niż marnowanie swojego i mojego czasu. — Spojrzał znacząco na ręczny zegarek i stuknął w konsolę. — Braithwaite — powiedział do mikrofonu. — Chcę się zaraz widzieć ze starszym lekarzem Cresk — Sarem.
Gurronsevas wrócił do zewnętrznego biura. Nadal płonął gniewem i nie starał się już iść cicho. Nidiański lekarz, którzy czekał na rozmowę z O’Marą, błyskawicznie zszedł mu z drogi, reszta personelu zaś wpatrywała się pilnie w swoje ekrany, chociaż drobne przedmioty leżące na blatach drżały w takt kroków Tralthańczyka. Zatrzymał się dopiero obok konsoli Timminsa.
— To wybitnie irytująca osoba — wysapał. — Jak na uzdrawiacza umysłu jest szczególnie niesympatyczny i niewrażliwy. Wprawdzie nie jestem specjalistą, ale powiedziałbym, że zapewne bardziej szkodzi swoim pacjentom, niż im pomaga.
Timmins pokręcił powoli głową.
