— Bardzo się pan myli — stwierdził. — Major zwykł mawiać, że jego praca polega na upuszczaniu powietrza tym, którzy są zbyt nadęci. Jeśli nie spotkał się pan dotąd z tym ziemskim powiedzeniem, później je panu wyjaśnię. Jest bardzo dobrym psychologiem, najlepszym, jakiego mógłby sobie życzyć ktoś w prawdziwych kłopotach, lecz zwykł traktować w podobnie sarkastyczny sposób również tych, którzy nie są jego pacjentami. Nawet jeśli nie ma powodów interesować się nimi zawodowo. Gdyby zaczął okazywać panu współczucie albo zrozumienie, traktować jak pacjenta, a nie jak kolegę, znaczyłoby to, że znalazł się pan w bardzo nieciekawej sytuacji.

— Chyba nie rozumiem… — rzekł Gurronsevas.

— W rzeczy samej wykazał się pan sporym opanowaniem — dodał porucznik z uśmiechem. — Ten gabinet jest dźwiękoszczelny. W zasadzie jest, bo i tak często coś słyszymy. Tymczasem pański podniesiony głos dobiegł nas tylko raz. Wielu próbuje trzaskać drzwiami, gdy wychodzi od szefa.

— Przecież to przesuwane drzwi…

— I tak próbują.

ROZDZIAŁ TRZECI

Kabina była o wiele mniejsza od jego mieszkania w Retlinie, ale piękny, zajmujący całą ścianę, niemal trójwymiarowy obraz przedstawiający tralthańskie góry przydawał jej przestronności. Kolory pozostałych ścian i sufitu odpowiadały jego przyzwyczajeniom. Niewielkie, ale wygodne zagłębienie sypialne z pochylnią wejściową wpuszczono w podłogę tuż pod obrazem. Pokój został wyposażony w moduł antygrawitacyjny, co pozwalało regulować siłę ciążenia na czas ćwiczeń albo wypoczynku. Było to bardzo przydatne, gdyż w większości pomieszczeń Szpitala utrzymywano przyciąganie o połowę mniejsze niż na Tralcie. W narożniku tkwił komunikator z wielkim ekranem, dwa kontenery (duży i mały), które przywiózł na Tennochlanie, czekały przy wejściu.

— Nie oczekiwałem czegoś aż tak miłego, poruczniku — powiedział Gurronsevas. — Bardzo dziękuję za starania.



13 из 238