Jak wyjaśniła jej jedna z tancerek, był to wicehrabia Folingsby, znany hulaka. Verity domyśliłaby się tego i bez koleżanki. Niezależnie od tego, że był niebywale przystojny – wysoki, o nieskazitelnej sylwetce, ciemnej cerze, o oczach bystrych i sennych jednocześnie – biła od niego pewność siebie i arogancja wskazująca, iż mężczyzna ten przyzwyczajony jest osiągać to, co zamierzył. Poza tym było w nim coś niezwykle zmysłowego. Tak, niewątpliwie był hulaką.

A jednak przez chwilę bardzo ją kusił. Gdyby do niej podszedł, gdyby złożył stosowną propozycję…

Dzięki Bogu, że tego nie uczynił.

Niedługo, bardzo niedługo, zmuszona będzie przyjąć czyja propozycję. Tak! Należało nazwać rzecz po imieniu. Będzie musiała zostać czyjąś utrzymanką. Nie, czyjąś nałożnicą!

Mimo że z całych sił zaciskała powieki, pokój wokół niej wirował.

– To dla Chastity – szepnęła zdeterminowana. Po to, by ocalić jej zdrowie.

ROZDZIAŁ DRUGI

Dwa dni później Julian ponownie odwiedził poczekalnię dla artystów w operze. Blanche Heyward otaczało kilku mężczyzn. Wokół Hannah Dove kłębił się tłum wielbicieli. Jego lordowska mość dołączył do towarzystwa i rozpoczął uprzejmą rozmowę. Nie chciał robić nic ostentacyjnie. Dopiero po kilkunastu minutach zbliżył się do Blanche i złożył niski ukłon.

– Twój uniżony sługa, panno Heyward. Czy wolno mi wyrazić swój zachwyt nad pani dzisiejszym występem?

– Dziękuję, panie.

Głos miała niski, dźwięczny, uwodzicielski. Julian ani przez chwilę nie wierzył w jej cnotę.

– Folingsby, ja też przed chwilą komplementowałem pannę Heyward za jej talent, wdzięk i urodę – odezwał się Netherford. – Do licha, na balu przyćmiłaby swym blaskiem każdą niewiastę. Wszyscy dżentelmeni chcieliby tańczyć tylko z nią.

Ze strony pozostałych dżentelmenów posypały się kolejne komplementy.



11 из 79