
Bezinteresowność.
– Czy ma pani jakieś plany? – zapytał ponownie Julian.
Nie mogła przecież skłamać, że wybiera się do swej dużej rodziny w kuźni w Somersetshire. Potrząsnęła więc tylko odmownie głową.
– Ja spędzę spokojny tydzień w Norfolkshire w towarzystwie mego przyjaciela i jego… hm… damy – wyjaśnił. – Może zechciałaby pani mi towarzyszyć?
Spokojny tydzień. Przyjaciel i jego dama. Doskonale rozumiała, co ma na myśli, doskonale wiedziała, gdzie i po co ją zaprasza. Jeśli teraz się zgodzę, pomyślała Verity, kości zostaną rzucone. Nieodwołalnie wkroczy w świat, z którego nie będzie już powrotu. Kiedy raz tak nisko upadnie, nigdy już nie odzyska cnoty i honoru.
A jeśli się zgodzi?
Opuści dom na całe Boże Narodzenie. Spędzi je bez matki Chastity. Cały długi tydzień. Czy cokolwiek było warte aż takiej ofiary, nie mówiąc już o ofierze, jaką złoży z samej siebie?
On jakby czytał w jej myślach.
– Daję pięćset funtów, panno Heyward – powiedział cicho. – Za jeden tydzień.
Pięćset funtów? Verity z wrażenia aż zaschło w ustach. Była to kwota kolosalna. Czy wiedział, ile to jest pięćset funtów dla kogoś takiego jak ona? Oczywiście, że wiedział. Kusił ją.
Tydzień stosownych usług. Siedem nocy. Siedem; podczas gdy nawet myśl o jednej była nie do zniesienia. Kiedy jednak już będzie się miało za sobą pierwszą, reszta straci znaczenie. Zdrowie Chastity wymagało kolejnej wizyty lekarza i dalszego leczenia. Jak Verity czułaby się, gdyby jej siostra umarła tylko dlatego, że zabrakło pieniędzy? Zwłaszcza że teraz nadarzała się jej znakomita okazja zdobycia gotówki. Co takiego powiedziała o Bożym Narodzeniu?
