
Prowadziła niebezpieczną grę.
Tyle tylko, że nie była to gra.
Ile czasu jeszcze upłynie, zanim jej matka dowie się, że żadna lady Coleman, żadna szlachetnie urodzona i hojna pracodawczyni jej córki nie istnieje? Na szczęście do Londynu sprowadzili się ze wsi niedawno i mając tak mało pieniędzy, nie zawarli jeszcze licznych znajomości. Nie znali nikogo, kto obracałby się w wyższych sferach. Przyjechali do miasta z powodu przeziębienia Chastity, którego dziewczyna nabawiła się ostatniej zimy, niedługo po śmierci ojca. Kiedy choroba nie chciała odejść, matka i siostra zrozumiały, że stracą Chastity, jeśli nie zajmie się nią medyk bieglejszy w sztuce leczenia niż wiejski doktor. Początkowo podejrzewały suchoty, lecz londyński medyk zdecydowanie odrzucił taką możliwość. Oświadczył, że przy stosownych lekach i diecie pacjentka szybko wróci do zdrowia.
Usługi doktora i lekarstwa były nieprawdopodobnie drogie. Czynsz za dom, w którym mieszkały, również okazał się bardzo wysoki. Drogi również był węgiel, świece, żywność i wszelkie inne niezbędne artykuły.
Verity długo szukała jakiegoś szlachetnie urodzonego pracodawcy, zapewniając przy tym matkę, że na służbę wybiera się tylko czasowo do chwili powrotu do Anglii stryja. Tak naprawdę nie pokładała większej nadziei w bogatym stryju, który za wiele miał wspólnego z nim i jego rodzi się swego najmłodszego syna, kiedy ten i żonę kobiety, którą on mu wybrał, a ożenił się z matką Verity, córką dżentelmena niezbyt zamożnego i nie piastującego żadnych stanowisk.
Verity zrozumiała, że całkowita odpowiedzialność za los matki i siostry spadła na jej barki. Kiedy więc nie udało się jej znaleźć zajęcia w charakterze guwernantki, damy do towarzystwa, sprzedawczyni w sklepie, szwaczki ani pokojówki, przyjęła nieprawdopodobną wręcz propozycję angażu do opery w charakterze tancerki. Bardzo jej to odpowiadało, gdyż zawsze uwielbiała taniec, zarówno w sali balowej, jak i w zaciszu swego pokoju.
