Występowanie publiczne na scenie, czy to w roli aktorki, śpiewaczki czy tancerki, nie przystało damie. Verity, podejmując tę pracę, zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że w powszechnym pojęciu tancerki i aktorki są zwykłymi ladacznicami.

Ale czy miała jakikolwiek wybór?

Zaczęła zatem prowadzić podwójne życie; sekretne życie. W ciągu dnia, gdy nie musiała iść na próbę, była Verity Ewing, zubożałą córką szlachetnie urodzonego pastora, bratanicą wpływowego generała, sir Hectora Ewinga. Wieczorami przekształcała się w Blanche Heyward, tancerkę w operze, na którą modni dżentelmeni i dandysi rzucali zalotne, pożądliwe spojrzenia.

Verity prowadziła bardzo ryzykowną grę. W każdej chwili ktoś mógł ją rozpoznać, choć jej znajomi z prowincji nie mieli zwyczaju zatrzymywania się w Londynie w poszukiwaniu rozrywki. Co ważniejsze, gdyby sprawa się wy dała, uniemożliwiłoby to jej wejście do wyższych sfer, gdyby w przyszłości generał zdecydował się jednak pomóc rodzinie swego zmarłego brata. Chwilowo jednak dziewczyna nie myślała o tak odległej przyszłości.

Miała ważniejsze sprawy na głowie.

Jako tancerka zarabiała za mało pieniędzy, by starczyło na życie dla jej rodziny.

Szczelniej otuliła się kołdrą i wsunęła zziębnięte dłonie między uda.

– Verity? – dobiegł ją zaspany głos. Dziewczyna zsunęła kołdrę z twarzy.

– Już wróciłam, kochanie – powiedziała cicho.

– Chyba zasnęłam – wyjaśniła Chastity. – Zawsze niepokoję się, gdy nie ma cię w domu. Nie lubię, kiedy samotnie wychodzisz wieczorami do miasta.

– Gdybym nie wychodziła, kto opowiadałby ci o wspaniałych przyjęciach i przedstawieniach teatralnych, na których bywam? Rano opowiem ci o operze, a zwłaszcza o ludziach, którzy do niej przychodzą. A teraz już śpij.



9 из 79