– Pani tu pracuje? – zapytał taksiarz, kiedy mu płaciła. – Wygląda drogo.

Niezobowiązująco kiwnęła głową, myśląc: Ja jestem właścicielką, przyjacielu.

Świadomość tego wciąż budziła w niej dreszcz podniecenia. Sześć lat wcześniej poprzedni butik w tym miejscu zbankrutował. To stary przyjaciel jej ojca, słynny projektant Anthony della Salva, dosłownie zmusił ją do przejęcia sklepu. „No więc jesteś młoda”, oświadczył, porzucając ciężki włoski akcent, który stanowił obecnie część jego osobowości. „To twój plus. Pracowałaś w modzie, odkąd skończyłaś szkołę. Więcej, masz zdolności i smykałkę. Pożyczę ci pieniądze na początek. Jeśli to nie wypali, chętnie odpiszę sobie stratę od podatku, ale wierzę w ciebie. Masz to, czego trzeba, żeby ci się udało. Poza tym potrzebuję jeszcze jednego sklepu, żeby sprzedawać swoje ubrania”. Czego jak czego, ale tego Sal na pewno nie potrzebował i oboje o tym wiedzieli. Niemniej była mu wdzięczna.

Myłeś stanowczo sprzeciwiał się wzięciu pieniędzy od Sala, Neeve jednak skwapliwie skorzystała z okazji. Oprócz oczu i włosów odziedziczyła po Renacie coś jeszcze: niezwykle rozwinięte wyczucie mody. W zeszłym roku spłaciła pożyczkę Sala razem z procentami według stopy rynkowej, na co sama nalegała.

Nie zdziwiła się, widząc Betty już przy pracy w szwalni. Betty miała pochyloną głowę, twarz zastygłą w wyrazie skupienia, które wyryło już na stałe zmarszczki pomiędzy jej brwiami i na czole. Dłonie, smukłe i pomarszczone, operowały igłą i nitką z precyzją chirurga. Obrębiała bluzkę wyszywaną paciorkami w skomplikowany wzór. Włosy ufarbowane na krzykliwy odcień miedzi podkreślały pergaminową bladość twarzy. Neeve z przykrością przypomniała sobie, że jej pracownica przekroczyła siedemdziesiątkę. Nie chciała nawet myśleć o dniu, kiedy staruszka postanowi przejść na emeryturę.



12 из 235