– Pomyślałam, że lepiej podgonię robotę – oznajmiła Betty. – Mamy dzisiaj okropnie dużo klientów.

Neeve ściągnęła rękawiczki i odwinęła szalik.

– Jakbym nie wiedziała. A Ethel Lambston upiera się, że musi dostać wszystko dzisiaj po południu.

– Wiem. Przygotuję jej rzeczy, kiedy to skończę. Nie warto wysłuchiwać gderania tej kobiety, jeśli każda szmatka, którą kupiła, nie będzie gotowa na czas.

– Szkoda, że nie mamy więcej takich dobrych klientek – zauważyła pojednawczo Neeve.

Betty kiwnęła głową.

– Chyba tak. Przy okazji, cieszę się, że namówiłaś panią Yates na ten komplet. W tym drugim, który przymierzała, wyglądała jak krowa.

– W dodatku kosztował półtora tysiąca więcej, ale nie mogłam jej pozwolić, aby go wzięła. Prędzej czy później musiałaby przejrzeć się w lustrze. Top z cekinów wystarczy. Powinna nosić długą, lejącą się spódnicę.

Zdumiewająco wiele klientek dotarło do sklepu, nie zważając na śnieg i śliskie chodniki. Niestety dwie dziewczyny nie dotarły, więc Neeve spędziła cały dzień w dziale sprzedaży. Tę część pracy lubiła najbardziej, ale w ostatnich latach musiała ograniczyć się do obsługiwania tylko nielicznych osobistych klientek.

W południe weszła do swojego gabinetu na zapleczu, zjadła kanapkę z delikatesów, wypiła kawę i zadzwoniła do domu.

Myłeś rozmawiał już bardziej normalnie.

– Mogłem wygrać czternaście tysięcy dolarów i pikapa championa w „Kole fortuny” – oznajmił. – Wygrałem tyle, że musiałbym chyba wziąć nawet tego gipsowego dalmatyńczyka za sześćset dolarów, którego mają czelność nazywać nagrodą.

– No, chyba doszedłeś do siebie – zauważyła Neeve.

– Pogadałem z chłopakami w mieście. Mają dobrych ludzi do pilnowania Sepettiego. Mówią, że jest poważnie chory i stracił chęć do zemsty. – W głosie Mylesa brzmiała satysfakcja.

– I pewnie przypomnieli ci, że nie wierzą, iż miał coś wspólnego ze śmiercią mamy. – Nie czekała na odpowiedź. – Na dzisiejszy wieczór wyśmienity będzie makaron. W zamrażalniku mamy mnóstwo sosu. Wyjmij go, dobrze?



13 из 235