
Przez ostatnie sześć lat Ethel Lambston stała się cenioną klientką. Nalegała, żeby Neeve wybierała każdą noszoną przez nią szmatkę, a także dodatki i listy zestawień, co z czym nosić. Mieszkała na parterze eleganckiej kamienicy przy Zachodniej Osiemdziesiątej Drugiej Ulicy i Neeve wpadała tani czasami, żeby doradzić pisarce, które ubrania warto zatrzymać na następny sezon, a które oddać.
Ostatnio Neeve przeglądała jej szafę przed trzema tygodniami. Następnego dnia Ethel przyszła i zamówiła nowe stroje.
– Prawie skończyłam ten artykuł o modzie, do którego robiłam z tobą wywiad – oznajmiła. – Mnóstwo ludzi wścieknie się na mnie, kiedy to się ukaże, ale tobie się spodoba. Zrobiłam ci darmową reklamę.
Po zakończeniu przymiarek ona i Neeve różniły się zdaniem tylko co do jednego kostiumu. Neeve próbowała go zabrać.
– Nie chcę ci tego sprzedać. To od Gordona Steubera. Odmawiam sprzedawania jego ubrań. Powinnam zwrócić ten kostium. Nie znoszę faceta.
Ethel wybuchnęła wtedy śmiechem.
– Zaczekaj, aż przeczytasz, co o nim napisałam. Zmieszałam go z błotem. Ale chcę mieć ten komplet. Ubrania Steubera dobrze na mnie wyglądają.
Teraz, kiedy Neeve starannie układała stroje w ciężkich ochronnych workach, mimowolnie zacisnęła usta na widok kostiumu od Steubera. Przed sześcioma tygodniami sprzątaczka w sklepie poprosiła ją o rozmowę z przyjaciółką Meksykanką, która miała kłopoty. Kobieta powiedziała Neeve, że pracowała w nielegalnej wytwórni w Bronksie, należącej do Gordona Steubera.
